|
Tak sobie popatrzyłem na wyniki innych drużyn we wczoraj szych rozgrywkach. Slovan Liberec potrafił zremisować na wyjeździe ze "straszną znajomą Śląska" - Sevillą - i ma duże szanse na awans, Rijeka "urwała" punkty R. Betisowi i Olympique Lyonowi, Ludogorets awansował z 10 pkt. na koncie, a "znajoma" Legii - Steaua - zaliczyła dwa remisy w LM. Tylko legionistom "nie bardzo" się udaje.
Z tych 4 meczów jeden raz, w Trabzonie, rzeczywiście zostali skrzywdzeni przez sędziego, bo karny i kartka się należały. Ale przegrać z Apollonem u siebie, który w dodatku zmarnował karnego? Dziwne, zwłaszcza jak piłkarze w komentarzach pomeczowych twierdzą, że byli lepsi. Tylko kiedy, bo nawet półamatorzy z The Saints na własnym boisku sprawiali im problemy. Okazuje się, że każda z polskich drużyn niejeden raz zaznała godziny wstydu - czy w przypadku Levadii, Żalgirisu czy Vetry, Tereka, Tbilisi czy Tobola.
W okresie pozytywizmu modne było hasło "praca od podstaw". Chyba dzisiaj, jak mało kiedy, da się zrozumieć jego konieczność. Trener z prawdziwego zdarzenia, a nie Rumak "taki ładny, hamerykański", centrum treningowe, a nie podniszczony kawałek trawnika, piłkarze którzy naprawdę grają, a nie dają d... komu popadnie mimo pensji na czas. Dużo jest do naprawienia i - nawet w przypadku kibica-piknika - można dostać wisielczego humoru nie tylko z powodu listopadowej smuty. Oczywiście, chciałbym, abyśmy za rok o tej porze byli w lepszych humorach. Tylko powiedzcie mi, gdzie znaleźć choćby niewielkie słoneczko w tunelu?
|