|
Z argumentacją ogólnie rzecz biorąc zgadzam się, ale w tym co napisałeś brakuje mi kilku niuansów. Wspomniana trójka Krychowiak, Sobiech i Klich to rocznik 90', a więc już nie młokosi, a dojrzali piłkarze traktując ich miarą europejską. Do końca kariery mają po jakieś 10 lat zatem można oczekiwać od nich, że w swoich prime time (przed 30 rokiem życia) wzniosą się o poziom wyżej tj. nazywał to dobry wujo Benhakker na "international level". Mogą, ale nie muszą, a droga jaką przeszedł Sobiech, czy Klich była niezwykle wyboista. Kolejne przykłady rozwoju karier Wolskiego, Wszołka i Zielińskiego, a także kolejnych talentów, które za moment opuszczą ekstraklasę (Kosecki i Furman przykładowo) nie muszą być już tak kolorowe i nie zawsze skończą się happy endem.
Przyczyna jest jedna. Polski piłkarz jest generalnie słaby. Odstaje technicznie i taktycznie od rówieśników w bardziej cywilizowanych piłkarsko krajach, dlatego jest traktowany w światowej piłce jako wynalazek i poza nielicznymi wyjątkami liczące się na świecie kluby ani myślą skorzystać z usług zawodników z polskim rodowodem. Dlatego nie zawracałbym sobie szczególnie głowy transferami Polaków za milion, dwa, czy trzy miliony euro, bo te kluby, które ściągają w miarę młodych zawodników z różnych zakątków świata liczą się, że wypali jeden na trzech lub czterech i opchnie się go później za 20 mln euro. Liga jest słaba, ale rodzimi piłkarze poza nielicznymi wyjątkami zupełnie nie liczą się w światowej piłce.
|