jova napisał(a):

|
Nie widzę większego sensu w polityce kominów płacowych, bo w naszych warunkach jest zbyt ryzykowna. Szansa trafienia kolejnego Jaliensa, Ilieva czy innego Pinto jest zbyt duża. ....
|
Owszem tylko nie ten punkt ciężkości. Nie ma wiele złego w kominach płacowych jako takich - to akurat nasza polska mentalność każe widzieć w nich problem i nakazuje dzielić 'po równo'. Moim zdaniem ten kto robi różnicę powinien zarabiać więcej, nawet znacznie więcej. Reszta, która mimo że tylko nieznacznie odstaje umiejętnościami, korzysta na tym ze w ich drużynie jest ten ktoś kto tą różnice zrobi. Dzięki temu również gracze dobrzy, bardzo dobrzy i świetni zdobywają puchary a nie tylko i wyłącznie ponadprzeciętni. Liczy się drużyna. Druga sprawa - jeśli ktoś wyrobił sobie markę to powinien od tego odcinać kupony. Po to się na siebie 'pracuje' żeby potem przyszły klub mógł Cię zatrudnić za samo nazwisko i jeśli nie sportowo to marketingowo sobie taki zakup odbić. W takim przypadku komin płacowy nie powinien być też problemem.
Do czego zmierzam - kominy płacowe nie są złe, nasz problem leży w tym że nie potrafimy 'wycenić' potencjału marketingowego czy sportowego graczy których zatrudniamy. Dobrym przykładem są 'testy' które namiętnie przeprowadzamy i na które dostaje się ... student. Dlatego też polityka dawania 'po równo' albo lepiej 'jak najmniej' czyli świadome odpuszczenie 'wiśni' i płacenie wszystkim jak za za 'cytryny' okazuje się skuteczna.
BTW U nas każda inwestycja w 'talent' czy w 'nazwisko' jest i na razie będzie przepłaconą klapą (Lewandowki, Jaliens, Iliev etc).