|
Osman Chavez: Dla wielu jestem tym, który podarował rywalom punkty.
Po Pana błędzie Wisła straciła dwa punkty w meczu z Jagiellonią i spadła na Pana lawina krytyki. Poczuwa się Pan do winy?
- To dla mnie trudna sytuacja. Zremisowaliśmy praktycznie wygrany mecz. Biorę odpowiedzialność za to, jako zawodowiec. Dziś jestem tym złym, choć za chwilę to się może zmienić. W takich chwilach jedynymi, którzy stoją murem przy tobie, są osoby z twojej rodziny. Tylko oni człowieka wspierają, a przede wszystkim Bóg. Cała reszta świata odwraca się do ciebie plecami, tak jak w moim przypadku. Ale Bóg jest moją siłą. Nie mogę zapomnieć, ile tak naprawdę jestem wart. Wszystko to uczyni mnie tylko silniejszym.
Wielu kibiców jest na Pana wściekłych. Są jednak też tacy, którzy mówią: to nie wina Chaveza, tylko trenera Franciszka Smudy, bo ustawił go na pozycji, na której nigdy nie grał - defensywnego pomocnika.
- Nie ma co robić z tego wszystkiego dramatu. Popełniłem faul, ale chciałem dobrze. Nie uważam, że jest to wina trenera, wręcz przeciwnie. On mi zaufał, a zdarzyło się to, co się zdarzyło. Nie wiadomo też, co by się stało, gdybym tego zawodnika nie zatrzymał faulem. Ocenia się tylko efekt finalny, a nie wiadomo, jak ta akcja mogłaby się potoczyć. Wiem jednak, że dla ludzi jestem teraz antybohaterem. Może kiedyś sytuacja się odmieni i znów będę mógł dać na boisku chwile satysfakcji tym, którzy we mnie wierzyli.
|