|
Michał Miśkiewicz: Wbiłem sobie piłkę do bramki.
Ma Pan sobie coś do zarzucenia, jeżeli chodzi o sytuację, w której Balaj zdobył wyrównującą bramkę dla Jagiellonii?
- Przy wszystkich straconych bramkach mam sobie coś do zarzucenia. Chciałem zrobić coś więcej, ale nie wyszło. Nie wiem dokładnie, co się tam stało. Strzał był silny, zobaczyłem piłkę w ostatnim momencie, chciałem ją wypchnąć, ale ześlizgnęła się z rękawicy. Tak jak wcześniej było szczęście, bo jeden z rywali trafił w spojenie słupka z poprzeczką, tak w tej sytuacji było nieszczęście. Wbiłem sobie piłkę do bramki. Szkoda że straciliśmy gola w takich okolicznościach. Cały mecz byłem bezrobotny, a w końcówce nie udało mi się pomóc zespołowi i zamiast wygrać, remisujemy.
Przyznaje Pan, że to był strzał do obrony?
- Mogłem obronić. Co mam powiedzieć. Balaj mocno kopnął, ale ja od siebie wymagam dużo więcej i uważam, że w takim momencie powinienem pomóc zespołowi i tę piłkę wyciągnąć, ale nie z siatki.
Co Pan mógł zrobić lepiej w tej sytuacji?
- Powinienem obronić. Strzał był bardzo mocny. Zareagowałem tak, że chciałem wybić piłkę otwartymi rękawicami i się ześlizgnęła. Muszę zobaczyć tę sytuację w telewizyjnych powtórkach i wyciągnąć wnioski.
|