|
Od dawna na Wisłę nie patrzyło się z taką przyjemnością. Pewnie, że to tylko pojedyncze akcje, w dodatku nie zawsze zakończone strzałami, a jednak te wszystkie klepki, pomysłowe podania, duża liczba zawodników z przodu i chęć gry w piłkę - tęskniłem za tym. Znowu można się emocjonować grą, a nie drżeć o wynik i wyczekiwać najgorszego.
Obrona zajebista. Szczególnie Bunoza, ale Jovanović z Burligą też zagrali ponadprzeciętnie, a Głowacki... Na dziś najlepszy stoper Ekstraklasy. To jak zdołał się odbudować fizycznie po zeszłym sezonie jest niewiarygodne. Nie dość, że siła doświadczenia, to jeszcze dynamika jak u 20-latka. Co prawda raz w końcówce się przeliczył, ale Bunoza uratował mu skórę. Dzisiaj Bośniak był chyba nawet lepszy od Głowackiego.
Na minus Miśkiewicz. Znowu fatalnie nogami, przez niego kilka zupełnie niepotrzebnych strat na własnej połowie. Do tego kilka niepewnych interwencji i chyba źle ustawiony mur przy bramce (niestety transmisja się cięła, więc jeszcze nie widziałem dokładnie powtórek).
Samego Chaveza sobie odpuszczę, bo jaki koń jest, każdy widzi. Smuda chciał być za bardzo amerykański i wpuścić zawodnika, na którego publicznie się żalił. Raz, że przy niepewnym 1-0 nie wpuszcza się stopera do pomocy, bo wiadomo, że drużyna się cofnie, a dodatkowy stoper będzie piątym kołem u wozu (oczywiście mówię tu na poziomie drużyn średnio-słabych, w drużynach z topu grają piłkarze wszechstronnie wyszkoleni, którzy poradzą sobie wszędzie). Dwa, że już na pewno nie robi się tego, kiedy tym stoperem jest Chavez, który słynie z koślawych wejść i z nieumiejętności rozgrywania piłki.
|