AYALA napisał(a):

ale to Stjepanović był najbliżej Sobolewskiego przy drugiej bramce i to jemu uciekł zawodnik Korony.
Jednak ja bym Ostoji dał runde na aklimatyzacje
|
On mu nie uciekł, on go nie złapał. Różnica w efekcie końcowym żadna, ale boiskowo ta subtelność ma znaczenie. Jedyny moment, w którym Stjepanović mógł go przechwycić, to w samym momencie startu do piłki, tuż przed samym polem karnym. Stjepanović w tej akcji schodził z naszej prawej półstrefy do środka, Sobolewski schodził z naszej lewej półstrefy, a pierwotnie możliwe że nawet z lewego skrzydła. Wejść w kontakt realnie mieli możliwość najwcześniej jakieś 18 metrów od bramki - tuż przed polem karnym.
To nie był w stu procentach jego zawodnik i jego strefa. Stjepanović popełnił błąd nie dlatego, że odpuścił tylko dlatego, że źle ocenił sytuację. uwierzył, że koledzy zajmą się rywalem, bo dwoch teoretycznie miało taką możliwość i obowiązek. Uznał też, że jego większym obowiązkiem jest pilnowanie przedpola. Jak się okazało to było bronienie przed zagrożeniem hipotetetycznym, podczas gdy przechwyt Sobolewskiego zażegnałby zagrożenie bardzo bezpośrednie.
Tak, wejście Stjepanovicia za Sobolewskim byłoby najprostszym i chyba najpewniejszym środkiem na zażegnanie tego niebezpieczeństwa. Ale jego błąd wynikał z sumy braku zgrania, złej oceny priorytetów i przede wszystkim błędu w ustawieniu całej formacji wynikającym z błędu Wilka. Tak to jest, że w obronie czasem może źle się ustawić zawodnik, który w akcji do piłki nawet się nie zbliża, ale przez jego złe ustawienie koledzy muszą błyskawicznie podejmować niewygodne i nietypowe decyzje. Jego błąd wymusza serię błędów partnerów. W tej sytuacji wszystko posypało się od Wilka. gdyby zachował się inaczej, partnerom o wiele trudniej byłoby popełnić błąd. Gdyby Wilk ustawił się prawidłowo, trzech partnerów w tej akcji byłoby dobrze ustawionych. przez złe ustawienie Wilka trzech partnerów było źle ustawionych i każdy z nich musiał podejmować jakieś ryzyko dla drużyny, jeżeli chciał bezpośrednio zatrzymać bieg tej akcji. No i jednocześnie musiał mieć przekonanie, że kolega z formacji nie podejmie równie odważnej decyzji w tym samym czasie, bo wtedy bylibyśmy już kompletnie udupieni- tzn. jakby i Głowacki i Stjepanović poszli do Sobolewskiego.