Drozd napisał(a):

Jakie kradną? Pensja za wychylanie się to chyba nie kradzież, natomiast roczna premia po tygodniu pracy to co innego. Zrównywanie jednego i drugiego to właśnie socjotechnika. Jeszcze desperat koszt wynajmu biur wlicza, przeciez to żenujące.
Zagrywki socjotechniczne? I to ma być kryterium? Przepraszam, ale lemingiem nie jestem i choćby i jeden i drugi korzystali z tego samego podręcznika, wiem, kto jest kto i co sobą reprezentuje. A twierdzenia że jeden i rugi to to samo bo sztuczki te same to skrajna naiwność, którą propagandyści chcą wykorzystać żeby namieszać w głowach.
Proste pytanie, kto głosował za zniesieniem progu ostrożnościowego, a kto przeciw? Więc o czym tu więcej gadać...
ps. Co do eksperymentu, co on ma wspólnego z Kaczyńskim i Tuskiem? To że ludzie w podobnych okolicznościach zachowują sie podobnie jest naturalne, natomiast wnioskowanie na tej podstawie ze skoro jeden kłamie i kradnie to drugi też kłamałby i kradłby jest totalnym debilizmem i prowadzi do debilnej konstatacji "wszyscy kradną" albo "jak nie ja ukradnę to ukradnie inny". Wybacz ale tylko zmanipulowany kretyn w takie bzdury uwierzy. Ja wiem ze nie wszyscy kradną i takich właśnie trzeba wybierać do rządzenia.
|
"Pensja za wychylanie"? Bardzo ciekawe okreslenie. Ciekawe też dlaczego pracodawca ma ponosic koszty wynajmu biura i wypłacac extra pensje dla związkowców. Tu sprawa jest prosta - jak ktoś chce działac społecznie to niech robi to w swoim wolnym czasie a nie marnuje pieniadze pracodawcy. W Stanach jest taka zasada (przynajmniej w cywilizowanej częsci) ze kazdy stara sie przeznaczyc 4 godziny tygodniowo na dzialalnosc spoleczna. Jesli zwiazkowiec uwaza ze nie moze marnowac swojego prywatnego czasu na dzialalnosc to idealnie odzwierciedla jego podejscie.
W poprzednim poscie przyczepiles sie do Kamikadze ze podlicza koszty zatrudnienia zwiazkowca a nie patrzy na pensje zarzadu. Czyli wywod prosty - oni biorą ciężki pieniadze za frajer to dlaczego i my nie powinnismy robic tego samego. Dla mnie i jedno i drugie to patologia.
Za zniesienim progu ostroznosciowego, ktory notabene zostal przekroczony juz pare ladnych lat temu, glosowala koalicja PO-PSL i oni, co najwyzej za dwa lata, powinni poniesc karna odpowiedzialnosc za doprowadzenie Polski do ruiny. Nie mowie o odpowiedzialnosci moralnej bo takowej nasza klasa polityczna nie posiada. I nie mowie tu o szeregowych p'osłach, bo oni tylko wykonują rozkazy/ mają sprany mózg, tylko o liderach z Tuskiem i Rostowskim na czele.
Co do socjotechniki: Zarówno Tusk jak i Kaczynski najchętniej odwołują sie do prymitywnych uczuc jak nienawisc i agresja. Wychodowaliwali sobie grupe zagorzałych zwolenników, nakreslili jasno granice, wykreowali wimaginowanego przeciwnika i napuszczają na siebie ludzi. Oczywiscie Tuskowi to lepiej wychodzi bo ma za sobą srodki masowego przekazu. Jednak strasznie irytujące jest to że oboje sa nastawieni bardzo konfrontacyjnie, jakby ich mottem była sentencja "dziel i rządź". Na dłuższą mete taka taktyka nie zda egzaminu i wyborcy odwdzięcza sie przy urnach wyborczych. Przykład Zimbardo podałem własnie żeby zaakcentowac jak łatwo bezwolnie z dobrych ludzi można zrobic "oprawców" i "ofiary" i jak sprawic aby te dwie grupy ludzi zaczeły sie szczerze nienawidziec. I właśnie dlatego narasta we mnie niechęć do popierania zarówno bardzo zręcznego manipulatora i marnego polityka jakim jest imć Tusk oraz umiarkowanie dobrego polityka i bardzo nieudolnego manipulatora jakim jest Jarosław Kaczynski. Dla obu mam ten sam zarzut: Traktują obywateli jako tłum, jako narzedzie do zdobycia władzy, bardzo przedmiotowo. Nie tędy droga.