sanderuss napisał(a):

Poswiecilem sie i przeczytalem ta prace, pobieznie bo pobieznie, i moim zdaniem jest ona nacechowana logika socjalistyczna. Tak samo jak i przy zjezdzie solidarnosci naciskanie na wieksze prawa pracownicze a potem dzialansc po '89 kiedy mogl udzielac sie w rzadach doprowadzily do obecnej, rozdetej, wszechwladzy zwiazkow zawodowych. Obecnie wystarczy siedem osob by zalozyc zwiazek zawodowy i hulaj dusza piekla nie ma. Zwolnic nie mozna, dodatki trzeba placic, zyc nie umierac. Moze i w zalozeniach mialo to byc dobre ale kazdy liberal ci powie ze taka wladza zz to nie tyle strzal w stope ale przestrzelenie sobie oby kolan przez gospodarke. Ludzie w pracy maja zapierdalac zeby dobrze sobie zyc po pracy a nie na odwrot co jest glowna roznica miedzy kapitalizmem a socjalizmem. Ina sprawa ze kapitalizmu jako takiego Polska nie uswiadczyla i niestety jeszcze dlugo nie zobaczy. Wlasnie przez potomkow panszczyznianych chlopow przyzwyczajonych ze panstwo ma sie nimi opiekowac a jak komus wiedzie sie za dobrze ma go spalowac i wyrownac jego stan posiadania. Chyba ze jest w ukladzie [...]
|
Tak właśnie mają liberałowie, wszystko co kojarzy się z obroną praw pracowniczych jest dla nich "nacechowane logiką socjalistyczną". Otóż nie. Jak już wcześniej wspominałem w tej chwili mamy "dziki kapitalizm" gdzie ludzie "pracujący" (właściwiej byłoby ująć harujący) na umowach śmieciowych, w praktyce bez prawa do odpoczynku, bez zabezpieczenia socjalnego, zarabiają tyle by tylko żyć z dnia na dzień, by po prostu przeżyć.
Czy troska o godność człowieka, o zapewnienie jego praw do godziwego zarobku jest "socjalizmem"

Nie sądzę. Jest to zgodne z filozofią chrześcijańską stąd przytaczałem Ci tutaj tytuły dwóch papieskich encyklik, które do tego tematu się odnosiły.
W jednym mogę się z Tobą zgodzić, że związki zawodowe nie spełniają w tej chwili swojej roli. Nie działają choćby w firmach prywatnych, bo działacze związkowi zbytnio przyzwyczaili się do tego, że za etaty płaci im państwowy zakład w którym związek istnieje. Mają zapewnioną pracę, gdyż jak dochodzi do zwolnień grupowych zwalniani są pracownicy, a działacza związkowego zwolnić nie można. To rzeczywiście jest patologiczna sytuacja. Być może związki powinny działać na zewnątrz zakładów, a ich pensja powinna być uzależniona od ilości członków, wówczas rzeczywiście zaczęło by im na tych członkach zależeć. Aczkolwiek z tego co słyszę tuskowi mają ochotę gmerać przy ustawie o związkach zawodowych raczej wygląda mi to na próbę straszenia "Solidarności", która stanęła im ostatnio "okoniem". Dlatego też tutaj absolutnie jestem przeciwny, aby jakiekolwiek zmiany wprowadzał ten rząd nieudaczników. Ich specyfika jest taka, że czego się nie dotkną to i tak s.......ą, więc w tym wypadku zmiany powinny wyjść od samych związkowców, którzy może wreszcie przejrzą na oczy, że coraz mniej członków mają, że wypadałoby podejść z jakąś inicjatywą/propozycją do pracowników w firmach prywatnych (o ile się nie mylę "Solidarność" np. istnieje w Biedronkach - ale na ile jest to ich zasługa, a na ile skutek słynnej sprawy sprzed kilku lat - tego niestety nie wiem), bądź też projektów znormalizowania tej sytuacji przez nowy rząd.