|
Dariook z większością Twojego postu należy się zgodzić (zwłaszcza z częścią o weszło), ale jednak są dwie sprawy, które trochę podważają Twój wywód.
1. Jakie CV miał Rumun? W jakich klubach grał, tzn. rozegrał mecze w normalnych rozgrywkach? Sezony, liczba spotkań, bramki itp. Najwyższa klasa rumuńska to była ściema, a poza tym nawet jeżeli ktoś przedstawił jakieś dane, a osoba od kontaktu w Wiśle nigdy zawodnika nie widziała, to zanim sprawa w ogóle zostanie rozpatrzona takie coś MUSI zostać zweryfikowane. Jak się okazało oszustwo zostało bardzo łatwo wykryte przez osobę/osoby, które w ogóle nie miały obowiązku tego sprawdzać. Tymczasem w klubie nikt się nie wysilił, żeby zadać sobie taki trud.
Wiadomym jest, że każdy swojego zawodnika zachwala i że szambo nazwie perfumerią. Podstawowym obowiązkiem skauta jest to zweryfikować. I nawet jeśli nie może obejrzeć zawodnika na żywo, to internet daje ku temu naprawdę duże pole do popisu. I nie chodzi tutaj o filmiki promocyjne z youtuba, ale baz zawodników jest cała masa i prześledzenie drogi kariery praktycznie każdego zawodnika, który w ogóle ma prawo aspirować do gry w takiej drużynie jak Wisła nie stanowi żadnego problemu.
Właśnie tego zabrakło i przez to klub jest obiektem kpin plotkarskich portalików.
2. I wreszcie mityczna sprawa owego managera. Być może coś przegapiłem i ktoś wyprowadzi mnie z błędu, ale czy gdziekolwiek padło nazwisko tego słynnego kłamczuszka, który polecał takiego zawodnika i tak mu podkręcił CV, przecież człowiek powinien być spalony w zawodzie w promieniu 1000km od Krakowa? Czy taki zawodnik jak Sorin Oproiescu w ogóle ma managera? Nie chcę tutaj wyprowadzać zbyt daleko idących teorii, ale chyba pewne wnioski same się nasuwają. "Dzwoni do pana ktoś kogo nazwisko nic panu nie mówi i chciałby przysłać na testy zawodnika, którego nazwisko nic panu nie mówi".
Testy same w sobie nie są niczym złym i Wiśle żadnego wstydu nie przynoszą. Można testować zawodników z lig zagranicznych, bo nie da się ogarnąć nawet pół Europy i mieć własną bazę każdego zawodnika, a czasami perełka faktycznie może się trafić. I wtedy każdy będzie chwalił umiejętności wyszukiwania zawodnika.
Testowanie Polaków z niższych lig - tu już trzeba ostrożniej. Jeśli klub chce danego zawodnika, może go sprawdzać na miejscu. Takiego Hajduka nawet ja miałem okazję w tym roku w III lidze oglądać. Jeśli do klubu, przyjeżdża ktoś z Polski kogo nikt ze sztabu nie widział, to w sposób oczywisty pochodzi on z polecenia znajomego managera i przypomina cyrk obwoźny i pokazywanie małpy. A nuż się komuś spodoba i go weźmie. Owszem czasami i oglądanego podczas meczów warto zobaczyć na treningu, ale jakoś wątpię, żeby tutaj o taką finalną sprawę chodziło.
Niestety gdy takie działania się powtarzają i na siebie nakładają nie można się dziwić reakcji.
|