|
Jacek Bednarz o ewentualnym procesie z Przeglądem Sportowy
- Jeśli chodzi o "Przegląd Sportowy" i panów Kaliszuka i Budkę - o ile sobie dobrze przypominam nazwiska - oraz to co raczyli popełnić we wczorajszej gazecie. Stan rzeczywisty jest następujący - wobec kilku piłkarzy mamy spore zaległości - kilkumiesięczne, w tym w stosunku do Sergeia Pareiko, ale też z Pareiko porozumieliśmy się w sytuacji pełnego komfortu w stosunku do zawodnika, bo dostał dokumenty do przeczytania, zrozumienia i skonsultowania - z kimkolwiek by chciał, w tym z prawnikiem. W obecności dwóch ówczesnych wiceprezesów zapytaliśmy go czy rozumie tekst, który podpisuje i uzyskaliśmy nie pozostawiającą żadnych wątpliwości odpowiedź, że tak. I to zostało udokumentowane podpisem na porozumieniu. Panowie Budka i Kaliszuk - niestety - choć bardzo chcą uchodzić za ekspertów są ekspertami jedynie od tego, że jako eksperci mówią o tym co robią inni. W szczególności mówi o tym ostatni tekst z dnia wczorajszego, a nie dzisiejszego. Bo o nim zaraz powiem. Ten tekst dowodzi, że Ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o tym czym jest "proces licencyjny". Mało tego - piszą o czymś, napinając mięśnie i udając ekspertów, a tak naprawdę średnio rozgarnięty człowiek bez trudu jest w stanie dotrzeć do "podręcznika licencyjnego", przeczytać go i zrozumieć ten tekst. I tak sobie myślę po tej lekturze tego artykułu, że Ci ludzie, albo są niewystarczająco obdarzeni intelektualnie, aby zrozumieć co czytają - choć to jest mało prawdopodobne, albo doskonale wiedzą co tam jest napisane, ale z sobie tylko ważnych powodów uznają, że niepotwierdzoną informację mogą zmanipulować i przedstawić w taki sposób, że okazuje się, że ja, ten klub i ludzie, którzy tutaj pracują - to są jak raczył pan Budka napisać - krętacze, oszuści i ludzie, którzy nie potrafią pracować inaczej, niż w warunkach prowizorki - grzmiał Bednarz.
- Więc ja Was pytam - jeśli ktoś pisze poważny tekst i ma się za poważnego dziennikarza - na poważny temat, i ma możliwość zapoznania się i uzyskania swobodnie pełnej wiedzy, ale nie robi tego, to kto swoją pracę traktuje w taki sposób? Byle jak i prowizorycznie? Kto jest pseudoekspertem, kto jest kłamcą, krętaczem, albo oszustem - manipulując opinią publiczną? My oświadczyliśmy się co do tego co przeczytaliśmy we wczorajszej gazecie, pt. "Przegląd Sportowy", bo jak zauważyliście - cały czas tak nazywam "Przegląd Sportowy". Jeśli jednak poziom pisania tam się nie zmieni, to prawdopodobnie - jak powiedział jeden Wasz kolega po fachu - szybko stanie się tak, że "Przegląd Sportowy" nie będzie do czytania, ale do zawijania śledzi. Bo niestety nie będzie wiarygodnym źródłem na nic - komentował tę sytuację prezes Wisły.
- Z przyjemnością wziąłem dziś rano do ręki gazetę i zobaczyłem jak zniknął ze zdjęciem pan Budka, bo musi się wstydzić za to co napisał. I wcale się nie dziwię, że musi w jego miejscu wystąpić ktoś inny i musi ratować to co się stało, bo zupełnie skompromitował się tymi insynuacjami na nasz temat. Mało tego - jakby na złość "Przeglądowi" i panu Budce - tego samego dnia Najwyższa Komisja Odwoławcza mówi - cofamy karę Wiśle, bo ta kara absolutnie nie powinna być orzeczona, bo nasz wniosek licencyjny obejrzany przez Komisję ds. Licencji pierwszej i drugiej instancji - ani przez chwilę nie spotkał się z jakimiś zastrzeżeniami, o które nas posądzono w tym artykule. Co czytamy dalej w dzisiejszym "Przeglądzie"? Pan Kaliszuk, bohater wywiadu z Pareiką, już nie pisze o nas jako o krętaczach i oszustach i ludziach, którzy pracują w prowizorycznych warunkach, tylko mówi, że spełniliśmy wszystkie wymogi. Powiedzcie mi jak można w przeciągu 24 godzin tak bardzo zmienić zdanie? - pytał Bednarz, po czym sam spróbował odpowiedzieć.
- Ja myślę, że dlatego, że komuś zabrakło czegoś, co Hiszpanie nazywają "cojones" i ktoś się bardzo wyraźnie przestraszył, że nasza groźba, że pójdziemy do sądu - nie była tylko pogróżką, ale naprawdę to zrobimy. Do dzisiaj nie mam żadnej informacji od panów z "Przeglądu Sportowego", szczególnie tych dwóch, których wymieniłem z imienia i nazwiska, czy "Przegląd" zamierza nas przeprosić, sprostować i skorygować to co napisał jeden, czy drugi pan wczoraj. To co dziś czytam jest bardzo nieudolną próbą uniknięcia konsekwencji i odpowiedzialności. My nie uważamy, że sprawa jest załatwiona. Jeśli dziś jeszcze żaden dokument z "Przeglądu" nie wpłynie - to będę namawiał naszą kancelarię, by proces przeciwko "Przeglądowi" wszczęła - o naruszenie naszego dobrego imienia. Dziękuję bardzo - zakończył swoją przemowę Jacek Bednarz.
|