|
No dobra, Smuda jest, jaki jest. Można myśleć o nim na różne sposoby. Z mojej strony nie ma do niego szczególnej sympatii, ale jeśli ma być tą osobą, która coś poprawi, to nie mam nic przeciwko. Ta poprawa może przyjść niekoniecznie przez jego warsztat trenerski, ale przez transfery, wypłacalność, mobilizację uradowanych powrotem Białej Gwiazdy kibiców, plany rozwoju infrastruktury (bo przecież baza w Myślenicach, jakby o niej nie myśleć, takim planem jest). Przecież każdy ma już dość widoku zblazowanych piłkarzy, którzy człapią sobie po boisku, odliczając minuty do końca i wypatrując zaginionych przelewów.
Piszę to, chociaż to nic nowego i odkrywczego, ponieważ mam powyżej uszu plucia w twarz Wiśle. Wejdźcie sobie na takie weszło. Był Maaskant, po początkowej fascynacji zaczęli kreować wizerunek człowieka zakochanego w sobie, niepoważnego, przynoszącego wstyd nie tylko Wiśle, ale całej polskiej lidze. Później zajęli się kimś szczególnym - Kulawikiem - którego uznali za niemal najbardziej skompromitowaną postać w Ekstraklasie (walić, że nadal są tam ludzie zamieszani w handel meczami i inne "szlachetne formy działalności"; Kulawik był najgorszy, bo mylił miasta, nie nosił garniaków od Armaniego i tego typu cuda). Frajerskiej wypowiedzi Łukasza Garguły nie poświęcili tyle miejsca, co regularnym śmiechom z Kulawika.
Teraz przychodzi Smuda, już zaczynają swoją kampanię. Odbiorcy, którzy często bezrefleksyjnie łykają tę papkę, już się cieszą na pociski po dawnym selekcjonerze, wszak jest sezon ogórkowy i będzie można się ponabijać. Nic to, że zachodzą pewne zmiany dające nadzieję na normalność, nic! Trza pocisnąć Frankowi, bo z największą nadzieją europejskiej piłki - kadrą PZPN - nie osiągnął sukcesu. Nie osiągnie go też Fornalik, nie osiągnie również następny przywódca. Może dopiero wówczas, gdy młodzi polscy piłkarze podkradani przez zagraniczne kluby będą na poziomie reprezentacyjnym, uda się odmienić wizerunek tego kolosa na glinianych nogach. Tylko podejrzewam, że na tę sytuację ktoś ma już zaklepane stanowisko, przez co stanie się największym zbawicielem polskiej piłki.
Trenera powinny bronić wyniki, ale wyniki mierzone skalą uwzględniającą potencjał drużyny. Nie musi znać geografii, czytać św. Tomasza z Akwinu, pisać recenzji teatralnych itp. Zresztą, odnoszę ostatnio wrażenie, że ktokolwiek przyszedłby trenować Wisłę, nasi wspaniali dziennikarze - niemal zawsze nastawieni na tanią sensację, szybki efekt, kontrowersje i niemęczenie czytelników zbyt ambitnymi i wymagającymi przemyślenia tekstami - znaleźliby coś, do czego można się przyczepić.
Dlatego nie dajmy się zwariować. Smuda jest, jaki jest, ale jest częścią Wisły, którą wszyscy kochamy i której życzymy jak najlepiej. On stąd kiedyś odejdzie, a "Czechosłowacje" i inne gafy zostaną zapomniane. Za to wszystko, co za jego sprawą zmieni się na lepsze, zostanie.
Przepraszam za uderzanie w takie tony, ale głęboko wierzę w to, że Biała Gwiazda na koszulkach rozpocznie dla nas nowy rozdział.
Nie uczyniłeś mnie garbatym
Dzięki Ci za to Panie
|