Gwiaździsty napisał(a):

|
W tekście piosenki nie ma niestety nic o tym co pisałeś (tzn. o istniejącym oczywiście zjawisku cwaniaków z importu).
|
no bo z tym tekstem jest jak z całą Polską. Każdy widzi, co chce widzieć. Nie mniej jednak zważ, iż podmiot liryczny w wypowiedzi:
"
Tak jak szpiedzy w czasie wojny
Pod drogimi ubraniami ukrywają swą tożsamość
Pobrzękując słoikami
Kiedy stoisz w Jankach w korku – czasem trudno w to uwierzyć
Słoikowcy w noc piątkową powracają do macierzy, macierzy, macierzy"
wprowadza porównanie homeryckie, które ja jednak traktuję w ten sposób, że że słoiki czyli inni, obcy (
"szpiedzy w czasie wojny"), "
pod drogimi ubraniami" a więc wierzchnim okryciem typowym dla rdzennych obywateli dawnej wioski rybackiej - "
skrywają swą tożsamość" - udają jednak kogoś innego niż są.
Podmiot liryczny wskazuje jednak, iż mimo to "
pobrzękują słoikami" . Zastosowana onomatopeja demaskuje szpiega, demaskuje udawaną wyższość słoika. Słoma z butów wyłazi, "brzęczenie słoików" widać słychać i czuć - chciałoby się sparafrazować znany tekst innej znanej piosenki, traktujący podobną tematykę
I ten oto słoik, który od poniedziałku do piątku chciałby pokazać innym ludziom, że należy do elyty, do tej wyższej kategorii ludzi - bo są nimi przecież Warszawiacy "
czasem trudno w to uwierzyć [...] w noc piątkową powracają do macierzy, macierzy macierzy".
Zastosowaną przenośnią "
macierz - ojczyzna - matka" podmiot liryczny wyraża zdumienie. Jak to możliwe, że ten człowiek wyższej kategorii wraca jednak do miejsca, z którego niejednokrotnie się naśmiewa i co gorsza wypiera ze swej świadomości w czasie roboczego tygodnia spędzonego w Stolicy?
Błędna interpretacja?