Wyświetl pojedynczy post
emj10
Senior Member
 
Od: 05.2006
Skąd: Opoczno/Warszawa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#22813
Stary 01.06.2013, 10:25
Patrząc przez pryzmat kilku państw, w których miałem przyjemność być dłużej niż na wakacje nie trudno zauważyć, że osiedlowe sklepy i właśnie ci mali przedsiębiorcy mają się u nas naprawdę dobrze.

Na moim rodzinnym osiedlu w Wołominie mam dwa sklepy pod nosem i kolejne 5-6 w odległości do 500 metrów. Najbliższym sieciowym jest Żabka (ok. 700 metrów), a do Kauflanda mam ok. 1 km.

W Warszawie w samym śródmieściu mam pod nosem 3 sklepy osiedlowe, a najbliższy sieciowy jest dopiero w Złotych Tarasach.

Na wsi mam 2 sklepy pod nosem, a sieciówki (Biedronki i podobne) są tylko w centrum miasta.

W Hamburgu praktycznie sklepów osiedlowych nie ma w okolicy. Są SPAR, czy Penny, bądź sklepy z kosmetykami typu Schlecker, ale nie ma zwyczajnych spożywczaków. Nie liczę Turków, Chińczyków, czy innych warzywniaków, bo nie dość, że są to sklepy orientalne to połowy asortymentu tam nie ma. Zatem pozostają zakupy w sieciówkach na osiedlu, bądź sobotnie wyjazdy do dużych sklepów.

Podobnie sytuacja wygląda na Wyspach (w zależności od okolicy można jednak trafić na polskie spożywczaki, ale to rzadkość), czy we Francji. W krajach Półwyspu Iberyjskiego faktycznie spożywczaków jest więcej, ale też bez szału. W naszym sąsiedztwie (Słowacja, Czechy i Węgry) sklepów spożywczych jest więcej, ale bardziej przypominają one nasze dawne Społemy, czy GS-y niż typowe osiedlówki. Potraviny na Słowacji, albo CBA na Węgrzech wiodą prym.

Także sytuacja drobnych polskich przedsiębiorców wygląda i tak bardzo dobrze na tle krajów, gdzie występuje zakaz handlu w niedzielę. Tam nie korzystają na tym drobni przedsiębiorcy, bo i tak ich nie ma.