Tak na wstępie - ja widzę minusy tej reformy, chociaż według mnie jest dużo, dużo więcej plusów niż owych minusów. Nie piszę za wiele o minusach. bo mam czas jedynie odnosić się do tych wypowiedzi tutaj, z którymi nie do końca się zgadzam. A mówię to po to żeby nie wyszło, że należę do gorących zwolenników tej reformy, ślepo zapatrzonych w plusy. Ta reforma jest po prostu dobra, ciekawa, szczególnie dla kibiców, wiadomo, że dla klubów mniej, bo jest bardzo wymagająca i nie w każdym jej punkcie prosta i czytelna. Jest ona po prostu krokiem na przód w stosunku do tego, co mamy teraz.
paszczak napisał(a):

|
Nie będzie. Czwarty w ciągu miesiąca mecz Legii i Lecha (zakładając spotkanie w półfinale PP oraz ligowe z rundy zasadniczej) nie będzie takie atrakcyjne. Ten sobotni mecz, poza rangą mistrzowską jest oczekiwany od miesięcy, co potęguje jego atrakcyjność.
|
I tak, i nie. Jeśli jakikolwiek mecz z tych spotkań Lecha i Legii byłby hitem, to z pewnością byłby to ten w ostatniej, 37 ligowej kolejce, podczas której prawdopodobnie zwycięska ekipa świętowałaby mistrzostwo kraju. Mogę się zgodzić, że atrakcyjność tego spotkania pomiędzy tymi drużynami w fazie zasadniczej byłaby mniejsza, ale też byłby to mecz o zwycięstwo w fazie zasadniczej, a wyższa pozycja w fazie zasadniczej decyduje o pozycji obu klubów w przypadku równej ilości punktów (świetny zapis tak swoją drogą, wprowadzony właśnie wczoraj), co przy tak zatartych różnicach punktowych w drugiej fazie, po podziale punktów. może mieć kluczowe znaczenie - np. może decydować, czy Lech w ostatnim meczu na Łazienkowskiej musiałby wygrać, czy też w ogóle decydowałby o tym, gdzie ten ostatni mecz sezonu byłby rozegrany. Natomiast mecze Pucharu Polski tak czy siak cieszyłyby się sporym zainteresowaniem kibiców obu ekip.
Z drugiej strony weźmy reformę ograniczenia liczby drużyn do 10, w takim przypadku prestiż tych hitowych spotkań jeszcze bardziej spada, szczególnie po dwóch, trzech czy czterech latach by się te hity wszystkim przejadły. Jak widać każda reforma musi mieć jakieś minusy.
paszczak napisał(a):

|
Zakładając jednak,że znów na L-L przyjdzie komplet bo grają o mistrza, dezawuacji ulegną mecze tych drużyn w rundzie zasadniczej, która jak mówiłem, dla drużyn, które i tak sie załapią do "8" będzie sparingowa.
|
Nie do końca sparingowa - tak jak wspomniałem, w przypadku pojedynku Legii z Lechem jego zwycięzca w fazie zasadniczej zyskuje:
a) Wyższą pozycję na koniec sezonu, w przypadku równej ilości punktów obu tych drużyn,
b) Pi razy oko dodatkowe dwa punkty (po zaokrągleniu) przewagi nad rywalem za każde zwycięstwo,
c) Mecz u siebie na koniec sezonu w ostatnim pojedynku pomiędzy tymi drużynami i generalnie lepszy, łatwiejszy terminarz.
Oczywiście zwycięski klub zyskuje "tylko" czynniki sprzyjające, mecze te nie decydują w 100% o końcowym wyniku tej rywalizacji o mistrza, ale chyba warto się bić o to żeby ewentualnie na koniec sezonu cieszyć się z mistrzostwa na własnym stadionie? I znowu podkreślam - jeśli klub faktycznie chce mieć komfort przed drugą rundą i jakąś przewagę punktową, to jest skazany na seryjne zwycięstwa w pierwszej rundzie.
paszczak napisał(a):

|
Gdzie ja pisze o środku tabeli? ciągle odwołuje się do L-L.
|
Napisałeś "mecz o pietruszkę
tak jak cała runda zasadnicza." Sugerując, że cała runda zasadnicza to mecze o pietruszkę, chyba że Cię źle zrozumiałem.
paszczak napisał(a):

|
Ma sens. Ale matematycznie jest to sens mniejszy niż dzisiaj
|
Tu się zgadzam, ma mniejszy sens, chociaż ten, kto jest wyżej zyskuje wiele razy wymieniane korzyści w decydującej fazie. Wiadomo, że punkty zdobyte w drugiej fazie są bardziej wartościowe (i o to chodzi, w końcu ta reforma ma "wymusić" na klubach skuteczną grę w meczach o stawkę, zwiększyć ilość takich meczów), ale pamiętaj, że w drugiej rundzie jest tylko siedem spotkań, pomiędzy drużynami, gdzie poziom jest względnie równy, więc jest mała szansa, że trafi się jeden dominator w tej fazie, który odrobi - szczególnie, że im niższa pozycja w pierwszej rundzie, tym trudniej straty odrabiać.
A jeśli ktoś z siódmego, czy ósmego miejsca te straty odrobi, grając cztery razy na wyjeździe, a u siebie z czołową trójką, kiedy dla każdej z drużyn te siedem meczów to mecze o 6 punktów, to chapeau bas - widocznie jest na tyle mocny, że wytrzymuje sporą presję i sezon zasadniczy tak naprawdę nie oddawał sportowego potencjału takowej drużyny. Takie drużyny należy promować.
A co do sprawiedliwości podziału punktów w grupie mistrzowskiej - jeśli klub jest świetny w maju, to będzie to prawdopodobnie działało in plus na nasze wyniki w pucharach. Bowiem zdarzało się, że klub który jesienią grał genialnie, a wiosną w słabym stylu doczłapał na tym trzecim, czy czwartym miejscu (o ile pamiętam to mówię o Jagiellonii) i był skazany na pożarcie w Kazachstanie, czy w innym Azerbejdżanie.
paszczak napisał(a):

|
Tak samo pasjonująca jak dzisiaj walka L-L , a rok temu Ś-L-L-R Też każdy mecz na 7 przed końcem był walką o wszystko.
|
I tu się zgadzam. Problem w tym, że pozostałe mecze, pozostałych drużyn w zdecydowanej większości były meczami o nic, a jak miałeś dobrą jesień, to na wiosnę można było wyjść spacerowo. Teraz tego nie ma, grasz słabo wiosną, to w maju za karę grasz z nożem na gardle o utrzymanie. Faza zasadnicza w tym kształcie owszem, nie wpłynie pozytywnie na spotkania w fazie zasadniczej pomiędzy drużynami czołówki (jeden z minusów tej reformy, chociaż dając "fory" w drugiej rundzie tym lepszym z pierwszej rundy trochę te minusy ograniczono), ale w olbrzymim stopniu wpłynie na połowę ligi, która aktualnie grała o nic.
Natomiast dla pasjonującej rywalizacji czołówki przeznaczony jest maj, a czołówka gra fazę zasadniczą po to, aby zdobyć jak największą ilość punktów i dobre rozstawienie, co też jest celem niełatwym i wartościowym. Nie decydującym, ale w ogromnej mierze ułatwiającym sprawę. Wszak tak jak wspominałem już chyba, runda zasadnicza to tylko siedem spotkań, więc nawet 6 punktów nie będzie tak łatwo odrobić, chyba że będzie się zabójczo skutecznym.
paszczak napisał(a):

|
Po reformie i owszem - 7 kolejek będzie atrakcyjne (pomijając wątek znudzenia grając 4 razy ze soba w miesiacu), ale całe 30 zasadniczych nie będzie pasjonujące. W skrócie - pasji tyle samo, a kopaniny 30 kolejek więcej, i to wysokim kosztem niesprawiedliwej formuły punktowej.
|
Tak naprawdę nie ma nic niesprawiedliwego w tej formule punktowej - każdy na starcie ma te same zasady, każdemu te punkty się dzielą. A że najlepsi tracą najwięcej?
Chcesz być najlepszy, nie możesz człapać, musisz to udowadniać na każdym kroku. Chcesz wygrać mistrzostwo? Musisz być zarówno regularny przez cały sezon, jak i mocny wtedy, gdy grasz pod presją, a każdy punkt ma potrójną wartość (druga faza). Tylko tak się wyrabia charakter prawdziwego mistrza.
paszczak napisał(a):

|
Własnie nie każdy sioe będzie bił. Średniaki to i owszem, ale krańce ligowej tabeli już nie, będą spokojnie sparingować, wiedząc że wszytsko sie zdecyduje w 7 kolejkach.
|
Na ósemkę w tym momencie szans nie mają większych jedynie Podbeskidzie, Pogoń i Bełchatów. Pozostałe siedem drużyn toczyłoby zaciekły bój o każdy punkt. Trudno też w przypadku drużyn walczących o życie w tej lidze mówić, że kolejne mecze nie mają dla nich sensu - dla takich każde pół punktu może być decydującym o utrzymaniu, bądź nie, a im niżej będzie taka ekipa w tabeli, tym trudniej będzie te straty odrobić w fazie finałowej. Pogoń wyprzedzając Podbeskidzie i Bełchatów w fazie zasadniczej dostaje przeciwko tym drużynom mecze u siebie w fazie finałowej - nie warto by było się o to postarać, jak wiesz, że te mecze zadecydują o ich być albo nie być w lidze?
paszczak napisał(a):

|
Pół biedy,że tak zagra Pogoń, wiedząc,że nie ma szans na "8", żal z kolei,że pewni swego Lech, Legia czy miejmy nadzieje Wisła nie będą się wcale biły tylko szykowały na finisz.
|
Ich wybór. Jeśli Lech woli rozegrać decydujące spotkanie na Łazienkowskiej, a nie w Poznaniu, może odpuszczać. Jeśli Lech woli mieć cztery, czy pięć punktów straty do Legii zamiast jednego, czy dwóch, kiedy w fazie finałowej jest tylko siedem spotkań, ich wybór. Kluby mogą odpuszczać, jeśli same chcą sobie utrudnić zadanie w fazie decydującej o wszystkim. Promowane w każdym razie będą mocno te drużyny, które w fazie zasadniczej poważnie podejdą do sprawy.
Tak jak wspominałem, Legia dzięki temu, że w tym sezonie tak dobrze punktowała na koniec zyskałaby dziewięć punktów przewagi nad trzecim Piastem, co dałoby im praktycznie pewne drugie miejsce jeszcze przed fazą finałową. Legia ciułająca punkty w fazie zasadniczej miałaby powiedzmy dwa, czy trzy punkty tej przewagi, które rywal może odrobić w jednym spotkaniu. Jeśli uważają, że są tak mocni, niech tak będzie. Ale czy którykolwiek klub będzie tak ryzykował?
Jeśli kluby przez cały sezon sprawę oleją, to będą cierpieć - szczególnie te z dołu i środka tabeli. Tego się obawiam, że jakieś kluby, zgodnie z Twoim myśleniem, oleją sprawę, braknie tego punkta, którego można było wywalczyć w fazie zasadniczej, a potem będzie płacz, że się nie udało, a reforma zła i beznadziejna itd.
paszczak napisał(a):

|
A chyba najbardziej reformatorom powinno zależeć na potentatach, ktorzy potem wejdą do Europy.
|
Że tak zacytuję samego siebie:
Cytat:
|
jeśli klub jest świetny w maju, to będzie to prawdopodobnie działało in plus na nasze wyniki w pucharach. Bowiem zdarzało się, że klub który jesienią grał genialnie, a wiosną w słabym stylu doczłapał na tym trzecim, czy czwartym miejscu (o ile pamiętam to mówię o Jagiellonii) i był skazany na pożarcie w Kazachstanie, czy w innym Azerbejdżanie.
|
paszczak napisał(a):

|
Problemem tej reformy nie jest brak zrozumienia, a wyobraźni jej entuzjastów. Za 1 plus (walka środka o "8") przypadają same minusy
|
Jeden plus? Albo nie czytałeś dokładnie moich postów i ta rozmowa nie ma dalszego sensu, albo robisz sobie jaja.