Temat: Ekstraklasa
Wyświetl pojedynczy post
rw88
Senior Member
 
Od: 01.2010

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#23579
Stary 14.05.2013, 16:57
Moim zdaniem podział jest bardzo dobry dla kibica naszej piłki. Jedyną szansą na pewne utrzymanie po sezonie zasadniczym dla drużyn zwykle o nic nie walczących jest zajęcie tego siódmego (vide Lechia, Korona, Górnik, Zagłębie itd.), czy ósmego miejsca, o które trzeba się bić cały sezon. Można oczywiście stwierdzić, że cały sezon gra się o nic, skoro punkty są dzielone przez pół, ale niekoniecznie się z tym zgadzam - trzeba być totalnym hardkorem i ryzykantem żeby odpuścić sezon zasadniczy i stwierdzić, że się w tej lidze utrzyma w ostatnich siedmiu kolejkach, dzięki podziałowi punktów.

Generalnie o ósemkę bić się zaciekle będą wszyscy w tej lidze, przez cały sezon, natomiast w drugiej rundzie tym bardziej każdy mecz ma podwójną wartość. I jeszcze jedna ważna uwaga: chyba nikt nie twierdzi, że to podniesie poziom ligi (ewentualnie pośrednio, wszak każdy mecz jest o coś), ta reforma ma na celu przede wszystkim podniesienie poziomu atrakcyjności spotkań dla kibiców. I to moim zdaniem skutecznie będzie robić. Dodatkowo chodziło o to, żeby kluczowe spotkania grać w lepszych warunkach pogodowych, lepiej wykorzystywać letnie miesiące.

Mówię to, bo dużo się słyszy o bezsensie tej reformy, bo nijak to nie podnosi poziomu, a jakoś słabo osoby ze spółki Ekstraklasy prostują (mimo, że bodaj nawet w CF to stwierdzili) te stwierdzenia, że nie do końca jest taki cel. Oczywiście granie o coś cały sezon samo w sobie wymusza na klubach rozwój, taki system nie preferuje stagnacji w rozwoju i ciułania punktów przez pół rundy.

Jedynym argumentem przeciw tej reformie, który ma jakiś sens jest oczywiście pewna "niesprawiedliwość". Chociaż i z tym specjalnie się nie zgadzam, wszak wszyscy mają te same zasady na starcie, a i trzeba oddzielić dwie kwestie: sezon zasadniczy to walka o pierwszą ósemkę i jak najlepsze "rozstawienie" w fazie drugiej, która jest fazą decydującą w dużej mierze o końcowych rozstrzygnięciach: mistrzostwie, pucharach, spadku. I co tu dużo mówić, ktoś, kto czuje się faktycznie najlepszy nie obawia się tego, że nagle w maju przestanie grać w piłkę, nie boi się grać pod presją.

Natomiast co do argumentu, który najbardziej mnie śmieszy, to stwierdzenie, że "za granicą tak się nie gra". No i co z tego? Czy zawsze Polacy muszą funkcjonować na komputerowej zasadzie "kopiuj, wklej, zachód Europy"? Czy nie mamy swoich realiów (zupełnie odrębnych od tego co jest w Anglii, czy Niemczech), swojego rozumu, nie jesteśmy w stanie wypracowywać swoich rozwiązań? Czemu zawsze mamy ten cholerny kompleks niższości i zakładamy, że nam się nie uda? Oczywiście teraz mówimy o reformie Ekstraklasy, ale dotyczy to większości dziedzin życia - zawsze chętniej blokuje się w naszym kraju pomysły, które wypłynęły z naszego, że tak to ujmę, potencjału intelektualnego, natomiast jak przez kalkę przyjmuje się wszystko, co powstało za granicą, czasem bezmyślnie.

Wracając do reformy ona właśnie jest do naszych realiów dostosowana, czyli w skrócie: zaledwie trzy pewne miejsca pucharowe w lidze, warunki klimatyczne (w tej reformie gramy więcej latem, na dobrych murawach i przy teoretycznie lepszej pogodzie najważniejsze spotkania i tak dalej), pewna stagnacja i słabość w rozwoju klubów środka tabeli, problemy w początkowych fazach europejskich pucharów, czyli wyraźne różnice w przygotowaniu fizycznym klubów ze wschodu Europy w stosunku do naszych, co niewątpliwie powoduje dodatkowe problemy z przechodzeniem tych etapów.
Ostatnio edytowane przez rw88 : 14.05.2013 o godz. 17:00.
Odpowiedz cytując