Kwestie związane sensus stricte z łapownictwem na linii sfera publiczna-sfera prywatna wydaje mi się, że dla większości wypowiadających się w tym temacie są klarowne i nie ma większych różnic między nami jeśli chodzi o potępianie tego typu występków oraz odpowiednie "nagradzanie" ich przez wymiar sprawiedliwości.
Podobnie wydaje mi się wygląda podejście do wymiaru sprawiedliwości, który wciąż czasem żyje w realiach PRL-owskich, gdyż nie dość, że trzecia władza nie jest sektorem inkluzywnym to często występują w nim konotacje rodzinne, a wielopokoleniowe rodziny adwokatów to chleb powszedni.
W żaden sposób jeden oraz drugi pogląd nie może jednak zamykać nam oczu na to co działo się w czasie, gdy CBA prowadziło szeroko pojętą akcję dekomunizacji, gdzie działało na rozkaz polityczny (willa Kwaśniewskiego w Kazimierzu Dolnym, kasjer lewicy, sprawa Blidy i kilka innych to nie były przypadki), a ludzie, którzy często nie byli kryształowi i mogli mieć sporo na sumieniu byli jednak traktowani niczym podludzie, gdy byli zamykani na oczach swoich pracowników, czy robiono wjazd do mieszkania Latkowskiego o 6 rano, aby w spektakularny sposób pojmać Kaczmarka, który nomen omen jest wciąż jednym z częstszych gości u Ojelnikowej
