Wyświetl pojedynczy post
emj10
Senior Member
 
Od: 05.2006
Skąd: Opoczno/Warszawa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#22393
Stary 16.04.2013, 10:50
Wracając do tego co napisał york vel Smutny vel Romek to mimo wysokiego poziomu krzyku i manifestacji swoich agitatorskich przekonań jest w tym sporo racji.

Polska bardziej potrzebuje dobrych stosunków z Polską niż (nie nirz, ani nisz) Rosja z Polską i nie jest to ani żaden akt wasalizmu, ani nic nadzwyczajnego w świecie polityki, ponieważ wynika to zarówno z pryncypiów jakie przyświecają kolejnym władcom Rosji oraz ze względu na to, że Rosja jakbyśmy jej nie obsmarowywali to inna, wyższa liga, a dokładniej mówiąc ekstraklasa, gdzie konkurentami są USA, czy Chiny. Nawet Niemcy mimo tego, że starają się niebywale to wciąż muszą spoglądać na kraj Wujka Joe z pozycji uniżonego w pasie lennika, który niby może sporo, a tak naprawdę nie może nic.

Przypomina się tutaj od razu raport Friedmana ze Stratforu, o tym, że Polska musi posiadać możliwość obrony własnych obywateli i własnego terytorium przed uzyskanie pomocy z zewnątrz co jest tożsame, że stwierdzeniem, że armia Polska musi być zaawansowana technicznie, musi posiadać stałą możliwość obrony przeciwrakietowej, lądowej, powietrznej, a także przeciwko atakom cybernetycznym i tym od środka kraju. Pozwoliłem sobie zacytować fragment.

Cytat:
Idealnym rozwiązaniem tego fundamentalnego problemu wobec którego stoi Polska, granicząc z potężnymi Niemcami i Rosją, jest stanie się buforem, z którym Berlin i Moskwa się liczą. Drugim rozwiązaniem jest sprzymierzenie się z jednym bądź drugim mocarstwem w celu uzyskania gwarancji bezpieczeństwa. Jest to jednak niezwykle trudne, ponieważ uzależnienie od Rosji lub Niemiec powoduje groźbę wchłonięcia lub okupacji. Trzecim rozwiązaniem dla Polski jest znalezienie mocarstwa zewnętrznego, które gwarantowałoby jej interesy; coś czego Warszawa próbowała w latach 30. z Wielką Brytania i Francją.
Zasadniczą kwestią, która pojawia się w dwóch, a nawet w trzech punktach rozpatrując ostatni jako naturalną przeciwwagę dla siły Rosji, czy Niemiec są właśnie stosunki bilateralne z oboma krajami. Idealnym scenariuszem jest ten pierwszy, gdzie stanowimy strefę buforową mając dobre, albo bardzo dobre stosunki z jednym, bądź oboma krajami i nie musząc wchodzić w żadne alianse z którymś z tych krajów. Co warto też zauważyć nie ma w żadnym z tych scenariuszy słowa o USA, z którym od dwóch dekad utrzymujemy partnerskie stosunki, a nic z tego nie mamy, nie mówiąc o gwarancjach na wypadek zagrożenia dla Polski ze strony krajów ościennych. Nie mamy takiej pozycji geopolitycznej jak Izrael, czy Korea Południowej, ani takiej roli państwa we wpływaniu na globalne sprawy i interesy. Zatem jeśli na USA nie możemy liczyć, sojusze UE/NATO na dziś od strony militarnej wyglądają blado, a polityka Jagiellońska okazała się mitem z powodu tego, że państwa, z którymi miałyby wiązać nas jakieś umowy partnerskie o wzajemnej współpracy, również militarne mają jeszcze bardziej skomplikowaną sytuację polityczną (Białoruś, Ukraina, Bułgaria czy Gruzja w szerszym zakresie) od nas, a inne mniejsze kraje aż tak bardzo nie palą się do współpracy z Polską, albo wręcz stosują antypolską retorykę (Litwa, a czasem Słowacja i Czechy) to może warto postawić na to o czym mówi Friedman?

Można nazywać moje podejście podejściem antyamerykańskim (świadomy jestem tego, że moja opinia na temat tego kraju jest kategoryczna i nieustannie negatywna mimo tego, że spora część rodziny miała, bądź ma związaną sporą część swojego z życia z tym zlepkiem narodowości), albo jeszcze inaczej rusofilskim (tak, również nieustannie twierdzę, że Rosja jest krajem nam bliższym niż choćby USA, czy Izrael i nie opieram tego w żadnym razie na kulturze picia wódki, nalepkach na duńskich napojach wysokoskokowych, gdzie ograniczenia spożycia alkoholu etylowego nie dotyczą właśnie Polaków i Rosjan, słowiańskim korzeniom obu narodów, a bardziej na wspólnej, często krwawej historii, a także na bliskości krajów, narodów oraz zależnościach trwających od lat).