|
Rozmówka z Kamilem Kosowskim po meczu z Lechią Gdańsk.
- Jeśli popatrzeć na to, jaki mecz zagraliście z Lechią, to chyba jedynym pozytywem tego spotkania jest to, że nie przegraliście w Gdańsku. Zgodzi się Pan z taką opinią?
- Nie wiem, czy w ogóle można szukać pozytywów po takim meczu i tym, co zaprezentowaliśmy tutaj. Można się rzeczywiście zgodzić z tym, że chyba jedynym jest to, że nie przegraliśmy i że dopisujemy sobie jeden punkt. To oczywiście wielkiej chwały nam nie przynosi, ale biorąc pod uwagę to, jak graliśmy, powinniśmy się z tego cieszyć.
- To porozmawiajmy o przyczynach. Dlaczego Wisła zagrała najsłabszy mecz tej wiosny?
- Nie mam pojęcia. Choć trzeba wziąć pod uwagę fakt, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni tylko dwa razy trenowaliśmy na normalnym boisku. A tak albo na sztucznej trawie, albo pod balonem - też na sztucznej nawierzchni. Wydaje mi się, że zawodnicy Lechii mieli większą swobodę w poruszaniu się po boisku. Wyglądali po prostu lepiej od nas. Trzeba to sobie powiedzieć otwarcie - Lechia była lepsza. W całym tym negatywnym dniu trzeba chyba tylko się pocieszać, że ciągle wiosną nie przegraliśmy. Przynajmniej nasi obrońcy stanęli na wysokości zadania, Sergei również, i nie straciliśmy bramki.
|