|
Nie migam się tylko odechciewa mi się zwyczajnie powtarzania tych samych kwestii po raz wtóry.
Normalną sprawą jest, że życie w Berlinie, Hamburgu, Monachium, Londynie, Wiedniu i wielu, wielu innych miastach europejskich jest wygodniejsze, bezpieczniejsze i czasem o dziwo "tańsze" niż ma to miejsce w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, czy Gdańsku. Takie życie i nic na to nie poradzimy.
Wtórną kwestią jest natomiast powtarzanie tych wyświechtanych regułek, czy statystyk, które zaprezentował chociażby Kocur, gdzie na podstawie danych Eurostatu (nie tylko, gdyż są to również niepewne patrząc na gwiazdki przy kilku państwach) konfiguruje się tak miejsce Polski, aby wypadało tuż za Rumunią, czyli na drugimi miejscu od końca. Zabawne jest to i doskonale wiedzą o tym statystycy, że wystarczyłoby uporządkować dane wg. gospodarstw jednoosobowych, albo szacunkowej wartości wydatków na najem (druga i trzecia kolumna), a Polska przesunęłaby się odpowiednio na miejsce 22 na 34 (14 od końca) i na miejsce 20 na 31 ze względu na "brak danych" przy trzech pozycjach (11 od końca). Cały urok statystyki.
Niższych niektórych cen w tych samych niemieckich dyskontach, czy sieciach handlowych w Niemczech nie zamierzam w żaden sposób bronić, gdyż sam o tym piszę, ale oczywiście tego nie zauważa się, ale zauważa fakt, że kwestionuję jakoby ceny w Polsce były generalnie wyższe niż w krajach ościennych bez patrzenia na zarobki. Kwestionowany fakt podważają jednak realia, które pokazuje chociażby okres przedświąteczny, gdzie z Litwy, Czech, Słowacji, Białorusi, Rosji, Ukrainy, czy Niemiec ciągnie sznur samochodów do Polski, a w drugą stronę jakoś nie widać, aby Polacy rzucili się w wir zakupów i odwiedzali Svidnik, czy Schwedt. Nie te czasy.
|