Kto wie, czy paradoksalnie nie będzie nam się łatwiej grało w meczach, w których jesteśmy skazywani na pożarcie, gramy na wyjeździe i to gospodarz powinien prowadzić grę. Ale mam obawy, że w Mołdawii może być różnie, wbrew pozorom niewygodny rywal do grania, co udowodniły oba ich mecze z Ukraińcami, ich mecz z Czarnogórą, a i my u siebie specjalnie pewnie tego meczu nie wygraliśmy. Obawiam się, że do czerwca zbytnio gry w ataku pozycyjnym nie poprawimy. Jak wygrają w Mołdawii to wszystko jest jeszcze możliwe do samego końca, głównie dlatego, że dwa najtrudniejsze mecze mamy na samym końcu eliminacji, a po Mołdawii mamy Czarnogórę u siebie, gdzie jest szansa zniwelować stratę do rywali z Bałkanów - skoro ta sama nasza ekipa na wyjeździe, na gorącym terenie potrafiła skutecznie zawalczyć o wynik. Po Czarnogórze można liczyć na dopisanie trzech oczek za San Marino.
Na naszą korzyść działa też fakt, że do października naprawdę bardzo wiele może się zdarzyć jeśli chodzi o formę poszczególnych zawodników - można się łudzić, że do tego czasu wystrzeli ktoś z młodzianów typu Zieliński z Udinese (który już coś zaczyna tam grywać), Salamon z Milanu, może w następnym sezonie większy kredyt zaufania po pewnym okresie aklimatyzacji dostaną Milik w Leverkusen i Wolski w Fiorentinie. To są tak naprawdę postacie, z których każda może zrobić kolosalną różnicę w grze naszej kadry w momencie, gdy osiągną optymalną formę i regularność gry w swoich ekipach.
Oczywiście to wszystko zwidy i wróżenie z fusów, ale co mi pozostało innego?

Chyba tylko założenie czapki-pajacki i skandowanie "San Marino! San Marino!" na Narodowym...