Odświeżam temat ponieważ pojawił się ciekawy artykuł http://www.kresy.pl/publicystyka,opi...-ojczyzno-moja
Cytat:
Do roku - z grubsza - 1914 mówiliśmy Polska albo Rzeczpospolita obojga Narodów. Albo Korona i Litwa. I oto nagle po roku 1918 ograniczyliśmy pojęcie Litwy do małego obszaru dawnej guberni kowieńskiej, a pojecie „litewski” do jakiegoś miliona ludzi posługującego się wyłącznie językiem litewskim. Ten lęk przed nazwą „Litwa” i ukucie niezgrabnych eufemizmów „Ziemie Wschodnie” lub „Kresy” trącą zaściankiem i kompleksem niższości.
Dla mnie istnieją: Korona i sfederowane z nią Wielkie Księstwo Litewskie. Nie możemy z dnia na dzień zmieniać terminologii, która wytrzymała pięćsetletnią próbę historii. Kocioł, który zaczął wrzeć w latach 1905-1914, wcale się jeszcze nie wygotował. Poczekajmy ze zmiana terminologii , aż się kocioł do dna wygotuje.
Dla Tadeusza Ipohorskiego-Irteńskiego i dla autora tej kroniki „problem ziem Wschodnich” jest prosty i jasny. Ziemia ta jest to nasza ziemia. Mamy ja w nozdrzach, oczach i uszach. Czujemy ja w każdym uderzeniu serca, soki jej bowiem tętnią w naszych żyłach.. Nie potrzebujemy obnosić jej po ziemia obcych zaszytej w szkaplerz symboliczny, bo ona w nas jest. (...).
(Michał Kryspin Pawlikowski „Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego”, wydawnictwo LTW, Łomianki 2010. Rozdział XXIII pt. „Geniusz miejsca i czasu”, str. 345-346).
Na Białorusi niektórzy Białorusini czują się w sercu Licwinami, tak o sobie mówią, nazywając Litowcami mieszkańców obecnej Litwy, którzy tak naprawdę są Żmudzinami, a nazwy Litwini i Litwa niesłusznie sobie przywłaszczyli. Jednym z nich jest Czesław Wasileŭski, mój ziemlak z gminy Sobotniki w rejonie Iwie na Grodzieńszczyźnie, obecnie mieszkaniec Lidy.
W naszej polskiej historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów odpowiednikiem Licwina jest Litwin, czyli mieszkaniec historycznego kraju zwanego Litwą, który tak jak i kraj niewiele mają wspólnego z dzisiejszym państwem litewskim i jego narodem. Współczesne białoruskie określenie Licwina i historyczne polskie Litwina są więc do siebie bardzo podobne.
Powołując się na niedawno wydaną książkę białoruskiego historyka Wadima Derużyńskiego pt. „Tajemnice białoruskiej historii”, Czesiu powiedział mi, że do roku 1840 nie było żadnej Białorusi tylko Wielkie Księstwo Litewskie nazywane w skrócie Litwą. Rosyjskie słowo Białorusin miało wówczas znaczenie czysto religijne, a więc inne niż obecnie. Nazywano nim noworusa, ale to nie oznaczało nowego Rosjanina, lecz człowieka, który zdradził swoja wiarę i przyjął wiarę Moskwy. Białorusini – tak mówiono o tych Ukraińcach, Litwinach, Polakach i Żydach, którzy wyrzekli się swojej wiary, przeszli na prawosławie pod zwierzchnictwo cerkwi moskiewskiej i złożyli wiernopoddańczą przysięgę carowi, jako pomazańcowi bożemu.
Coś rzeczywiście musiało w tym być, a na poparcie powyższych wywodów, także Wadima Derużyńskiego, przytoczę fragment z książki Hipolita Korwin-Milewskiego pt. „Siedemdziesiąt lat wspomnień 1855-1925” (Warszawska Oficyna wydawnicza „Gryf”, Warszawa 1993). Autor był z wykształcenia prawnikiem, właścicielem majątku Łazduny (obecnie w rejonie Iwie na Grodzieńszczyźnie). Był bardzo czynny politycznie i zasiadał w Dumie Rosyjskiej, a nawet przez krótki czas należał do Rady Państwa. Działał również aktywnie na rzecz kultury polskiej. Był założycielem dziennika polskiego w Wilnie pt. „Kuryer Litewski”, jednym z inicjatorów budowy pomnika Adama Mickiewicza oraz polskiego teatru na Pohulance w Wilnie. Jego starszy brat Ignacego był znanym kolekcjonerem obrazów polskich malarzy ze szkoły monachijskiej.
Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej Hipolit Korwin-Milewski przeniósł się do Poznania. Jako człowiek światły i pochodzący z kresowych elit miał swój pogląd na tak zwaną kwestię białoruską, która się pojawiła przed podpisaniem traktatu ryskiego. Hipolit w ciągu sześćdziesięciu lat swojego życia nie spotkał na kresowych wioskach ani jednego Białorusina, który by się domyślał, że nim jest. Do roku 1921 był on w tych stronach „tutejszym”, wyznawał wiarę polską” lub „rosyjską” i mówił „po prostemu” lub „po szlachecku”.
W Poznaniu w tym samym czasie co Korwin-Milewski zamieszkał były senator rosyjski Korostowiec, który posiadał niewielki majątek pod Mińskiem. Tuż przed podpisaniem traktatu ryskiego pojechał tam, żeby coś uratować niepewny losu swojej własności. Zjawił się u niego miejscowy wpływowy chłop i powiada:
- Panoczku, wy szto usio wiedajecie, każycie szto z nami budzie? Wiedajem, szto za pradziedaŭ tut była Polska. Pryszaŭ Moskal, siedzieŭ sto let. Jaho prahnaŭ Niemiec, henyj Niemiec uciok, pryszaŭ bolszewik, jaho prahnaŭ Palak. A cipier, każuć ludzie, budzie jakijto Biełarus. Szto heto za czełowiek i odkul on uziausia.
Tak. Gdybyśmy nie wyjechali do nowej Polski w roku 1958, to może odczuwałbym to samo co Czesiu i razem moglibyśmy wołać: „Litwo, ojczyzno moja!”.
|
Ostatnio edytowane przez Arapaho : 26.03.2013 o godz. 11:52.
...........................
– Panie marszałku, a jaki program tej partii?
– Najprostszy z możliwych. Bić ....y i złodziei, mości hrabio.
Opis: rozmowa hrabiego Skrzyńskiego z Piłsudskim na temat możliwości założenia przez Piłsudskiego partii politycznej
|