Z uwagi na moje wykształcenie, mam dużo do powiedzenia o tym czy ktoś traci czy nie traci ... ale nie czas na to (ja tego czasu tutaj nie mam). Zresztą, nie napisałem o Kościele tylko o Nawróceniu.
To nie jest ważne w co wierzyłbym 3000 lat temu. W Chrześcijaństwie, nie zostałbym potępiony bo nie znałem Jezusa. Później coś się zmieniło.
I dla mnie to co się zmieniło jest istotne a nie mam zamiaru nikogo nawracać.
Ja, jestem spokojny. Miotać się ew. mogą inni. Mogę jedynie współczuć. Zwłaszcza tym już samotnym, najstarszym osobom, których wszyscy bliscy już zmarli, otoczenie opustoszało, rodziny brak ... I świadomość, że "ten" czas nieuchronnie nadchodzi. Codzienny lęk.
Nocny strach zaśnięcia na zawsze ...
Ja się śmierci nie obawiam. Oby nie nastąpiła nagle i niespodziewanie. I tyle.