|
Wyszło w końcu publicznie na jaw, że Cypr to zwykła pralnia pieniędzy rosyjskich, izraelskich, amerykańskich, ale również europejskich i nikt nie wie co z tym fantem zrobić. Przypomina mi się po trosze casus Islandii, gdzie Brytyjczycy lokowali swoje oszczędności, aby zapewnić sobie lepszą przyszłość, a nacjonalizacja sektora finansowego dokonanego w tym kraju nie pozostawiła złudzeń tym, którzy procentu składanego uczyli się przez doradców finansowych. Podobnie również kończyły sektory bankowe Półwyspu Iberyjskiego uskuteczniające "dywersyfikację" aktywów w Ameryce Łacińskiej co samo w sobie nie było jeszcze grzechem śmiertelnym, ale dla tych co widzieli film "Blow" staje się od razu jasne, że kasjerzy z rajów bananowych bywają od czasu do czasu kapryśni. Nad grecką bańką spekulacyjną, do której Merkel z Sarkozym dołożyli swoje trzy grosze nie będę już się pastwił, bo nie warte jest to zachodu. Inne przypadki ostatnich lat, czyli Ukraina i szturm na bankomaty, Irlandia i sprzedaż długów banków przez państwo, a także Węgry i ostre rozliczenie się z kapitałem zachodnim (głównie austriackim) pokazały, że wolna amerykanka sektora bankowego zaczęła się naprawdę w czasie kryzysu, a nie przed, gdyż metody działania jakie są stosowane przez konkretne państwa mają mało wspólnego z racjonalnością, a ponadto są złamaniem wszelkich norm i zasad panujących w tym biznesie. Dlatego po tym krótkim wstępie nie sposób sobie nie tłumaczyć czemu taki stosunkowo biedny i podatny na różne zewnętrzne naciski kraj jak Cypr nie miałby się zwrócić o pomoc do Wujka Putina i następnie pójść w gorące objęcia niedźwiedzia. Jeśli wolna amerykanka to wolna dla wszystkich.
Ostatnio edytowane przez emj10 : 21.03.2013 o godz. 00:24.
|