No cóż, ja od jakichś 9 lat jeżdżę na każdy mecz (kilka opuściłem ale pewnie góra z 4 się uzbierają).
Mieszkam w Katowicach. Patrzę na te puste trybuny co mecz i nie rozumiem.
Nie rozumiem jak można być kibicem Wisły, mieszkać w Krakowie i siedzieć w domu podczas meczu.
Oczywiście są wyjątkowe sytuacje, gdy jest się chorym na przykład albo kogoś na bilet nie stać. Jednak kupić bilet na mecz to nie jest majątek przecież, jeden wieczór w pubie i wyda się więcej.
A co do chorób, są oczywiście poważne, które naprawdę unieruchamiają człowieka i nic się nie poradzi ale większość nie stanowi problemu.
Na przykład w zeszłym roku na przełomie stycznia i lutego wylądowałem na pogotowiu z podejrzeniem zawału serca (na szczęście nie było to podczas meczu, bo by mnie żona na mecze nie chciała puszczać

), potem na oddziale intensywnej opieki medycznej (oiom) potem na kardiologii gdzie miałem koronarografię.
Całe szczęście wszystko potoczyło się dobrze, to było poinfekcyjne zapalenia mięśnia sercowego nie zawał i na pierwszy mecz po przerwie mogłem już przyjechać, choć szwy jeszcze ciągnęły.
Więc ludzie, nie gadajcie, że się nie da bo za zimno, bo katar złapał, bo wieje.
Jest nowy stadion, można się ogrzać w przerwie. Ci którzy przychodzą/przyjeżdżają komunikacją miejską lub jako pasażerowie mogą się napić piwa.
Żyć nie umierać i nie ma wytłumaczenia dla zdrowego kibica Wisły, mieszkającego w Krakowie, którego stać na piwo w knajpie, w sytuacji w której na mecze nie chodzi.