Wyświetl pojedynczy post
emj10
Senior Member
 
Od: 05.2006
Skąd: Opoczno/Warszawa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#21707
Stary 05.03.2013, 12:25
Ponieważ nie ma pojęcia na ten temat i posługuje się propagandą JOW-ową. Prawda jest jednak zgoła inna co potwierdzają analizy socjologów i politologów - które kiedyś prezentowałem - a obrazujące odwrót od rozdrobnienia politycznego, powstanie dwóch bloków, albo superbloków, albo jeszcze prościej znanych twarzy z PO i PiS, które zdominują swoje okręgi, a resztówka zostanie dla starych i znanych twarzy z innych ugrupowań ograniczając jednak udział tych posłów "niezależnych" do kilku-kilkunastu procent.

Tak wygląda przełożenie jako kalka systemu amerykańskiego na nasze krajowe realia.

Odwołam się jeszcze do końcowych fragmentów tego co napisał Apraho. Przypomniało mi się w tym momencie konserwatorium, na które uczęszczałem na inną uczelnię niby jako "wolny słuchacz", ale wyniosłem z niego więcej w kwestii wiedzy historycznej niż przez całą szkolną naukę historii (co zresztą nie dziwi patrząc na to jak słaby poziom prezentowała właśnie historia od momentu kiedy jej program zachwiało wprowadzenie nowotworu - gimnazjum). Profesor miał niebagatelną wiedzę na temat zagadnień społeczno-ekonomicznych w historii XX wieku, ale również genialnie opisywał systemy feudalistyczne, czy wszelkie transformacje i tranzycje oraz opóźnienia/zapóźnienia z nich wynikające, a dodatkowo opowiadał wiersze po łacinie z pamięci, których uczył się w latach 30-tych. Naprawdę omnibus, który rzucał z pamięci datami dziennymi wielu wydarzeń (nawet urodzin, czy śmierci). Nie ma co ukrywać, że miał kontrowersyjne poglądy na wiele wydarzeń (może przez to został na drugim planie ekspertów solidarnościowych?) akcentując m.in. to, że przez wydłużenie w Polsce trwania feudalizmu będącego zapleczem żywnościowym dla rozwijającej się Europy mieliśmy cały czas dwa-trzy wieki opóźnienia względem Francji, czy Anglii, gdzie kapitalizm działał już pełną parą, a wielkie odkrycia geograficzne oraz machanie szabelką przez szlachtę i magnaterię wyłącznie pogłębiły tą przepaść. Ganił właśnie tych ostatnich i określał rozbiory nie jako akt agresji z strony zaborców, a jako akt łaski, gdyż to właśnie szlachta i magnateria rozwaliły kraj. Powstanie warszawskie określał pomyłką, a także twierdził, że jego dowódców i osoby decyzyjne powinno się osądzić i skazać. Ciekawych rzeczy można było też posłuchać na temat mężów stanu, Piłsudskiego choć jako jedynego uważał za takiego to oceniał go bardzo krytycznie ze względu na to, że gdy nie mógł on sobie poradzić z jakąś sytuacją to korzystał z krwawych rozwiązań, a przed śmiercią nie uporządkował sceny politycznej i pozostawił tam wszechobecny chaos. Becka i Sikorskiego uważał za nieroztropnych i machających szabelką szaleńców, którzy zamiast układać się (wspomniał tutaj o czeskiej kolaboracji z III Rzeszą i ciągnął trochę ten motyw, o którym historical fiction pisał Zychowicz przypominając, że Czesi wyszli o wiele lepiej podejmując decyzję o współpracy i straty wojenne mieli diametralnie mniejsze od naszych) w dużej mierze żyli reminiscencjami historycznymi zarówno przed, jak również już w czasie II WŚ.

Ponadto zawsze namawiał do tego aby mieć otwarty umysł i czytać wszystko (włącznie z Marksem i Engelsem co nie przychodzi łatwo stałemu przeciwnikowi socjalu i rzeczy wspólnej), a także przypominał o tym, że Polska jako jedyna na świecie świętuje kilka razy więcej porażek niż zwycięstw co tworzy tylko złudną martyrologiczną wspólnotę, bo nic tak nie cementuje jak radosne wydarzenia cementujące obywateli jak ma to miejsce w USA, czy we Francji.

Najciekawsze miał jednak opinie dotyczące modelów ustrojowych, a szczególnie dotyczące systemu prezydenckiego, którego jest gorącym orędownikiem (mimo tego, że sparzył się na Wałęsie którego mocno popierał), gdyż dla Polaków - mających takie historyczne ułomności i przywary (od machania szabelką po bezmyślne układanie się z przeciwnikiem), a także trwale opóźnionych jako społeczeństwo - li rządy silnej jednoosobowej ręki mogą przynieść efekty i poprowadzić ten kraj do przodu wyciągając go z tego grajdołka, w którym tkwi od wieków. Pamiętam, że motywował to tym, że przysłowia w stylu „gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania” będą zawsze aktualne i niezmiennie prowadziły do dezintegracji kraju, a różne grupy interesu, ugrupowania polityczne, czy kiedyś najwyższe stany świeckie, czy kościelne (o grzechach Kościoła też lubił wspominać) nie będą działać zgodnie z racją stanu, a z racją własnego interesu. Argumentacja mogła przekonywać, aczkolwiek stan posiadania, czy odwołanie się do Wielkich Polaków, którzy często rodzili się raz na kilka wieków nie nastrajały optymistycznie. Można zatem w chwili obecnej system prezydencki dopisać do tej samej półki co ruchy monarchistyczne, albo inne twory, które raczej z góry skazane są na porażkę.