Po kolejnym opuszczonym przeze mnie starcie ligi od razu nasuwają mi się trzy wizualne skojarzenia. Trafne może być jedno z nich, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby uznać, że zaistnieć mogą wszystkie na raz. Od razu uprzedzam, że nie są to żadne facjaty Skorży, czy Urbana, którzy każdorazowo niczym nasza kadra zaliczali falstarty na wiosnę nie potrafiąc przygotować drużyny poprawnie do rundy, nie jest to również malinowy nos Levego, ani galopujący Rumak, a zwłaszcza nie są to kaleki, które biegają (jak im się zachce po czwartkowym balecie w Operze) po boisku za ciężkie pieniądze, a zupełnie coś innego.
1.
2.
3.
