Worcester napisał(a):

Moją opinię opieram na tym, że panowie z RN odparli ataki głoszące rzekome rozbijanie przez nich prawicy. Wildstein chciał poprowadzić dyskusję na takie tory i wpadł we własną zasadzkę.
Co do idei debaty, pełna zgoda.
Dlaczego sądzisz, że było odwrotnie?
|
Po prostu w moim odczuciu te akcje delikatnie mówiąc nie były zbyt mądre i przemyślane (małpie maski, podskoki, przepychanki), akceptacja takich metod sprowadzi RN do marginesu co jest wodą na młyn lewactwa. W tej chwili już jedynie sporadycznie wspomina się o homo-terroryźmie na UAM w Poznaniu, a chłopcami do bicia staje się (już nawet nie "faszystowska", ale wręcz określana per "nazistowska") młodzież narodowa. Rozmawiałem z pewnym profesorem, zawziętym endekiem "z krwi i kości", który klął na czym świat stoi uczestników tego happeningu do tego stopnia, że ja ich musiałem tłumaczyć.
Winnicki przyznał, że podczas "wykładu" Michnika była grupa narodowców na sali i zadawała mu ciężkie pytania (dlaczego nie postawiono na taką metodę rezygnując z tego "cyrku"? Przy okazji rejestrując, odpowiedzi Michnika i przebieg samej debaty), jak i Bosak, który cieszył się, że te akcje przyniosły "skutek" bowiem gdzieś tam w Gdańsku została odwołana lewacka debata.
Przy okazji z deczka hipokryzji zauważyłem u obu Panów, bo przypominam sobie, wielu narodowców (sympatyków, jak i działaczy), którzy wysuwali pod adresem przede wszystkim Kaczyńskiego zarzut, że przez zbyt konfrontacyjne stwierdzenia zraził do siebie znaczną część społeczeństwa (obaj zresztą tak się tłumaczyli przed Wildsteinem i Pereirą, że Kaczyński z gałązką oliwną nie chodzi do przeciwników politycznych) i w tej chwili nie ma szans na wygranie wyborów. Czyżby Panowie chcieli powielić błędy Kaczyńskiego

Wildstein z Pereirą mieli rację mówiąc, że ten skrzywiony przez te akcje obraz wpłynie na spojrzenie na całą prawicę, czyli zaszkodzi także PiSowi.