Dokładnie, precyzyjność tej opinii nie jest do końca potwierdzona dlatego sam ten baby boom przypisuję w dużej mierze imigrantom co jest właśnie najmocniej widoczne w Paryżu, czy Londynie. Jak sobie przypomnę te miasta z końca lat 90-tych to skala napływu "kolorowej" ludności jest niespotykana na skalę europejską.
W tym miejscu merytorycznie skrytykowano tekst z "Rzepy" z 2009 roku właśnie akcentując rolę imigrantów.
wis.la/zqg6v
Cytat:
|
W 2008 roku aż 12,8 procent dzieci urodziło się w takich rodzinach. W 1998 roku było to zaledwie 8 procent, a tuż po wojnie poniżej 5 procent." I to jest klucz do rozumienia całego tekstu.Sukcesywnie rośnie liczba dzieci imigrantów we Francji - a nie, jak tego chce oficjalna propaganda, ludności "rdzennej" (wiem, że to niepoprawne politycznie, ale co tam). Do tego należy wziać pod uwagę, że obywatelstwo francuskie, zwłaszcza jak się pochodzi z dawnych kolonii, zdobyć jest raczej łatwo. A ilu jest obywateli Francji w pierwszym i drugim pokoleniu, którzy specjalnie zasymilowani z cywilizacją europejską się nie czują? Ile dzieci rodzi się w związkach właśnie tych "nowych" obywateli? Jakie jest etniczne pochodzenie tychże obywateli - bo Francuzem jest i Zinedine Zidane, i Nicholas Sarkozy, i Jacques Chirac.
|
Wklejam jeszcze tekst z "Rzepy"
wis.la/m1z32
Aby podsumować francuski fenomen i to jaki wpływ na niego mają imigranci można postawić dwie tezy.
1. Imigranci przyczyniają się do "zawyżenia" współczynnika we Francji, gdyż współczynnik rodzin nie-imigranckich jest niższy od dzietności rodzin imigrantów i rodzin mieszanych.
2. Współczynnik dzietności wśród rodzin rdzennych Francuzów jest i tak znacząco wyższy od średniej unijnej.