Wyświetl pojedynczy post
emj10
Senior Member
 
Od: 05.2006
Skąd: Opoczno/Warszawa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#21366
Stary 20.02.2013, 02:11
1. System brytyjski, czy francuski jest zdecydowanie bardziej skomplikowany jeśli chodzi o politykę pronatalistyczną i w odróżnieniu od reżimów socjalliberalnych przynoszą one oczekiwane rezultaty. Nie jestem socjologiem, aby to oceniać, ale zakładam, że mają rację eksperci wskazując na aspekty kulturowe i społeczne odróżniające tamte kraje od innych krajów europejskich, historyczną inność względem krajów, które czerpią pełnymi garściami z reform Bismarcka, większe otwarcie na imigrantów (nie tylko spoza Europy co pokazują statystyki dzietności Polaków mieszkających na Wyspach), a także na co trzeba zwrócić uwagę skuteczną politykę państwa w tym zakresie.

2. Trudno, aby nie porównywać naszego (ewentualnego) systemu z identycznie działającymi systemami w ten właśnie sposób.

Edit: Wrzucę artykuł od Michnika, ale to najciekawsze co udało mi się znaleźć na temat specyfiki tego fenomenu we Francji.

Cytat:
Skąd we Francji tak wysoki przyrost naturalny?

To, ile mamy dzieci, postrzegane jest jako wspólny interes. Nawet w kryzysie nie tnie się wydatków na politykę prorodzinną. A są wysokie - 5-7 proc. PKB
Rozmowa z Hélene Périvier*

Dominika Pszczółkowska: W Polsce debatujemy, jak zachęcić rodziny, by miały więcej dzieci. We Francji, która prawie ma najwyższy przyrost naturalny w UE, polityka państwa jest wyjątkowo skuteczna. Ale nie ma dyskusji, czy młode matki powinny zostawać w domach, czy pracować.

Hélene Périvier: Francja jest jednym z niewielu krajów, gdzie jest wysoki przyrost naturalny, a jednocześnie wysoki odsetek kobiet pracuje. Wynika to z połączenia kilku czynników: polityki państwa, lecz także czynników bardziej społecznych.

W przeciwieństwie np. do Niemiec image pracującej zawodowo matki jest we Francji bardzo pozytywny. Postrzega się ją jako osobę aktywną, spełniającą się na wszystkich frontach. To sprawia, że polityka państwa zachęcająca do rodzenia większej liczby dzieci jest skuteczniejsza.

W kraju, gdzie ludzie nie tolerują tego, że matka pracuje, nawet państwowe zachęty, np. przedszkola, mogą nie zwiększyć przyrostu naturalnego.

Gdy matka trójki dzieci stawia się we Francji na rozmowę o pracę, pracodawca mówi "fantastycznie"?

- Bez przesady. Mamy takie same problemy jak gdzie indziej, jeśli chodzi o dyskryminację kobiet w pracy. Pojawienie się dzieci wpływa na kariery matek i na ich płace, a nie wpływa na kariery i płace ojców.

Chodzi jedynie o odbiór społeczny. Gdy kobieta nadal pracuje po urodzeniu dziecka, nikt nie mówi, że jest złą matką, nie stygmatyzuje się jej.

We Francji mamy obsesję na temat wskaźnika urodzeń. Spadał u nas już od początku XIX wieku, a od końca XX wieku państwo prowadziło taką politykę, by go zwiększyć. Za każdym razem, gdy nasz urząd statystyczny publikuje dane o urodzeniach, są one szeroko omawiane i komentowane. Inni, np. Brytyjczycy, prawie nie zwracają na ten problem uwagi.
Na jaką konkretnie pomoc mogą liczyć francuscy rodzice, gdy rodzi im się dziecko?

- Wielką zaletą francuskiego systemu jest to, że od trzecich urodzin wszystkie dzieci chodzą do darmowych przedszkoli. Do tego momentu oferta naszego państwa jest średnia.

10 proc. dzieci poniżej 3 lat chodzi do żłobków. Opieka w nich jest zwykle wysokiej jakości, mają wykwalifikowany personel i niską liczbę dzieci przypadających na jednego dorosłego. Zdecydowaną większość kosztów prowadzenia takich żłobków pokrywa państwo. Rodzice też trochę dopłacają, zależnie od wysokości zarobków. Miejsc w żłobkach jednak brakuje.

Popularniejszym rozwiązaniem są opiekunki dzienne, które mogą zajmować się maksymalnie czwórką dzieci. Są akredytowane przez państwo - płaci za nie składki społeczne. Pensję płacą im rodzice, ale dostają na to od 150 do 300 euro dodatku od państwa.

Opiekunek do dzieci nie zatrudnia się we Francji na czarno, jak robi to wiele osób w Polsce?

- Nie, nielegalne zatrudnienie prawie nie istnieje. Wiele osób pracowało na czarno w latach 70., lecz w następnej dekadzie zrobiono dużo, by to wyeliminować.

Pierwszym etapem było subwencjonowanie niań poprzez ulgi podatkowe dla osób je zatrudniających. Potem państwo zaczęło finansować ich składki ubezpieczeniowe.

Na początku cała ta procedura wymagała trochę papierologii, ale dziś jest całkowicie zautomatyzowana. Rodzice płacą opiekunkom i po zadeklarowaniu, że je zatrudniają, dostają na konto dodatek.

Francuskie rodziny nie zatrudniają niań we własnych domach?

- Robi tak mniej niż 2 proc. z nich. Jeśli zatrudnia się opiekunkę w domu, można odjąć połowę kosztów od podatku i dostaje się dodatek. Ale to mimo wszystko najdroższe rozwiązanie, dla bogatych.

W sumie blisko połowa dzieci do lat 3 pozostaje pod różnego rodzaju opieką uznawaną przez państwo. Resztą zajmują się rodzice, czyli prawie wyłącznie matki oraz babcie i dziadkowie.



A jak wyglądają urlopy macierzyńskie, ojcowskie i wychowawcze?

- Urlop macierzyński jest pełnopłatny i trwa 16 tygodni, ojcowski także pełnopłatny, ale trwa 2 tygodnie. Potem można wziąć wyjątkowo długi, bo trzyletni, urlop wychowawczy.

Tu nasze rozwiązania nie są jednak bardzo nowoczesne. Wychowawczy jest płatny w wysokości połowy płacy minimalnej, czyli ok. 500 euro. To kwota, która może zachęcać tylko osoby niewykwalifikowane, zarabiającej najmniej i tylko one z niego korzystają.

Pójście na taki urlop jest dosyć stygmatyzujące. W dodatku taki długi urlop może okazać się kosztowny z punktu widzenia powrotu na rynek pracy.

Nad tym urlopem gorąco dyskutowano i w ostatnich latach nieco go zmodyfikowano. Teraz w przypadku pierwszego dziecka wolno wziąć tylko sześć miesięcy, a w przypadku trzeciego kwota jest nieco wyższa - 750 euro. Zasadniczo nic to jednak nie zmieniło.

Urlop biorą bardzo nieliczni ojcowie i nic ich do tego nie zachęca. Nie jesteśmy tu w zgodzie z dyrektywami europejskimi. W wielu krajach wprowadza się dziś raczej krótszy urlop, np. 1,5 roku, ale opłacany zależnie od wcześniejszych zarobków. To skłania do brania takich urlopów lepiej zarabiające matki i ojców.

Kobiety nie są pod presją, by zostawać w domu z dziećmi? W Polsce wiele osób uważa, że tak jest lepiej dla dziecka.

- Nie, jesteśmy w tej sprawie bardzo liberalni. Są rodziny, które oddają dzieci do żłobka w wieku 3 miesięcy, a np. w krajach nordyckich przyjęte jest raczej 18 miesięcy.

We Francji uważa się, że żłobki są dla dzieci dobre. Poza tym pozostawia się rodzicom wolny wybór. Uważa się, że to sprawa prywatna i nie ma publicznych dyskusji na temat tego, co jest lepsze dla dziecka.

Dyskutuje się natomiast - i to dużo, co jest dobre z punktu widzenia zatrudnienia kobiet - np. jak długi urlop wychowawczy wpływa na późniejsze szanse na rynku pracy.
Dlaczego nikogo nie interesuje, co jest dobre dla dzieci? Czy były jakieś badania rozstrzygające, czy dzieci lepiej wychowują się w domach, czy w żłobkach?

- Były badania wskazujące, że chodzenie do żłobka korzystnie wpływa na późniejsze wyniki szkolne dzieci. Nie ma jednak precyzyjnych danych wskazujących, w jakim wieku należy rozpocząć taką edukację.

Znana psycholog Sylviane Giampino opublikowała badania, o których było głośno. Wynikała z nich, że ważne jest nie tyle to, pod jakiego rodzaju opieką jest dziecko, ile raczej stabilność relacji - by zajmowała się nim ta sama osoba.

W Polsce często powtarza się argument, że za francuski przyrost naturalny odpowiadają przede wszystkim imigrantki.

- Absolutnie nie! Zachowania reprodukcyjne kobiet z imigracji po ich przyjeździe do Francji bardzo szybko upodabniają się do francuskiej średniej. Wyznacznikiem jest co innego: status materialny.

We Francji dużo dzieci mają osoby bogate. Osoby na wysokich stanowiskach często mają np. trójkę. Drugą grupą o wysokim wskaźniku urodzeń są najbiedniejsi.

Ci pierwsi nie mają zmartwień natury finansowej, drudzy dostają najwięcej pomocy państwa na dzieci i w tej grupie kobiety najczęściej nie pracują. Nie ma to jednak absolutnie związku z tym, czy są to kobiety z imigracji.

Z kolei w klasie średniej kobiety zwykle pracują, tym rodzinom najtrudniej zorganizować życie z dziećmi i one mają ich mniej.

Francja ma też korzystny dla rodzin system podatkowy.

- Dochód dzieli się zależnie od liczby osób w rodzinie. Rodzice (albo samotny rodzic) liczą się jako dwie osoby, pierwsze i drugie dziecko jako pół, a trzecie i kolejne jako jedna. Para z jednym dzieckiem to więc dla systemu podatkowego 2,5 osoby, para z trójką to 4 osoby.

Dochód dzieli się na liczbę osób i do tak uzyskanej kwoty stosuje próg podatkowy. Im więcej rodzina ma dzieci, tym mniej progresywny staje się dla niej system podatkowy. Z kolei samotni płacą wysokie podatki.

A co z emeryturami? W Polsce dyskutowano nad pomysłem, by kobiety mogły przechodzić na emeryturę wcześniej zależnie od tego, ile mają dzieci. Zarzucono go, bo oznaczałoby to głodowe emerytury. We Francji matki mają prawo do wcześniejszej emerytury. Czy to zachęca je do rodzenia dzieci?

- To prawda, odlicza się trzy lata pracy na każde dziecko. Ostatnio ten system jednak zmodyfikowano, bo pewien mężczyzna odwołał się do sądu i przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości wygrał sprawę o nierówne traktowanie. Teraz przywileje emerytalne powiązane są więc z tym, czy ktoś był na urlopie wychowawczym, niezależnie od tego, czy jest mężczyzną, czy kobietą.

Nie sądzę, by kalkulacje dotyczące emerytury wpływały na czyjąkolwiek decyzję o posiadaniu dziecka np. w wieku 25 lat. Tym bardziej że system jest bardzo skomplikowany. Szkoda, bo gdyby kobiety kalkulowały, to zdałyby sobie sprawę z tego, ile pieniędzy w przyszłości stracą.

Nie można jednak powiedzieć, że ten przywilej nie ma znaczenia. Myślę, że na decyzje o posiadaniu potomstwa wpływa ogólne wrażenie, jakie mają rodzice we Francji: że nie zostaną zostawieni na lodzie. Francja wydaje na swą politykę prorodzinną 5-7 proc. PKB. To bardzo dużo.

Z emeryturami i niektórymi innymi przywilejami jest taki problem, że jeśli da się ich kobietom zbyt wiele, to prowokuje się powrót do tradycyjnego podziału ról w rodzinie. Z drugiej strony wiadomo jednak, że to w większości kobiety zajmują się dziećmi, więc nieuwzględnienie tego przez system socjalny byłoby dla nich niesprawiedliwością.

*Hélene Périvier, ekonomistka specjalizująca się w kwestiach polityki socjalnej i rodzinnej oraz równości płci we Francuskim Obserwatorium Koniunktur Gospodarczych (OFCE)
Ostatnio edytowane przez emj10 : 20.02.2013 o godz. 02:24.