|
Mandat imperatywny?
Napiszę trochę inaczej a będzie dotyczyło tych, którzy w krakowskim samorządzie są na samej wierchuszce: na szczęście, w drodze referendum Mieszkańcy są władni odwołać i pana Prezydenta Majchrowskiego i (jako całość) Radę Stoł. Król. Miasta Krakowa.
(Poza tym, w przypadku Rady Dzielnicy a w tej konkretnej sprawie, rodzaj wykonywanego mandatu chyba nie jest w mojej argumentacji aż tak ważny? Ta konkretna Rada Dzielnicy zajęła stanowisko. Zgodne z moim. I gdyby to było stanowisko, które mi się nie podoba to też musiałbym przyjąć, iż je zajęła, i że jest ta Rada reprezentantem czegoś więcej niż tylko mój kawałek nosa).
Wytaczam działa? Napisałem o absolutnym minimum w podobnych jak omawiana kwestia: konsultacjach ze społecznością lokalna. To nie jest nic nie zwykłego i pewnie się nie pomylę gdy napiszę, że miejscy decydenci mają obowiązek (fakt, że w niektórych przypadkach są one fakultatywne) prowadzić takie konsultacje społeczne.
Prawo w praktyce? Właśnie jestem praktykiem. Byłem Radnym Dzielnicy (niezależnym), nie w tej konkretnej.
Prawo w praktyce wygląda tak, ze Rada Dzielnicy potrafi skutecznie "przycisnąć" bo chociaż nie ma dużych kompetencji to ma za sobą mandat społeczny. Dotyczący tej konkretnej społeczności ale już o tym napisałem.
I właśnie ten mandat społeczny posiada realną moc. Niematerialną powiedziałbym. Trudno jest forsować koncepcję, która nie ma akceptacji środowiska lokalnego.
Można znaleźć przykłady Dzielnic Krakowa, gdzie choćby i deweloperowi (ale nie tylko jemu bo np. Prezydentowi i jego urzędnikom) nie udało się przeforsować swojej wizji.
I dlatego, w przypadku tego pasa startowego widzę sprawę jako otwartą.
(Sranie piesków to też zresztą ważna sprawa bo nie mają gdzie. Inna rzecz, że każdy z opiekunów powinien po nich sprzątać. Na pewno maja prawo się "wybiegać" a nie mają gdzie. To zresztą na inny temat).
Ostatnio edytowane przez yarow : 19.02.2013 o godz. 15:54.
|