taki młody napisał(a):

|
Kougar, nie przeginaj bo niektórym świadomość ze była to katastrofa lotnicza, nie zamach może odebrać sens dalszego życia. Reszta wykazujących ostatnie oznaki rozumu cichutko się wycofała z tematu. Dwóch ostatnich, jeden znawca mody zwłaszcza płaszczów, Tawsa i ogólnoświatowy ekspert wypadków lotniczych a drugi, niereformowalny samozwanczy znawca wszystkiego Ci nie odpuszcza i będą wymyślać coraz bardziej niedorzeczne tezy a Tobie karzą udawadniac ze było inaczej. Jednym słowem bedziesz musiał udowodnić że nie jesteś wielbłądem.
|
Właśnie tyle potrafisz - .......ić trzy po trzy, ironizować ale do tematu się odnieść to już nie bardzo... Jeśli nie rozumiesz o czym tu toczy się dyskusja to przemilcz temat.
kougar napisał(a):

Na wysokości 100 metrów nie rozpoczęła się procedura odejścia. Nie rozpoczyna się ona nawet na 80 metrach, gdy drugi pilot mówi "odchodzimy". Nie można mówić o procedurze odejścia, gdy po tych słowach nie następują prawidłowe czynności w celu odejścia. Daj mi jeden dowód, że wtedy nastąpiła prawidłowa czynność, a nie będzie problemu. Jakieś wychylenie wolantów, zwiększenie mocy silnika Minimum już na 100 metrach było przekroczone gdyż wynosiło ono 120 m.
Dowody na to, że kierowali się RW zostały opisane w raportach, poważnie, poczytaj. Dojdziesz wtedy do tego, że nasz wspaniały system szkolenia w 36 pułku oficjalnie nakazywał używanie RW. Nie wzięli pod uwagę ukształtowania terenu, bo gdy byli na 100 metrach RW, to tak naprawdę byli 50 metrów nad płytą lotniska, a wtedy całe Twoje wyliczenie, że nie złamali minimów, idzie do kosza. Dźwięk RW nastawiony był na 60 metrów, też była o tym mowa. Dowodów na cokolwiek przeciwstawnego dalej brak.
Tłumaczenie, że czekasz na nową instrukcję, jest już tak kuriozalne, że powinno się je oprawić w ramkę. Pozdrawiam, czekając na jakieś konkretne dowody.
|
Oczywiście, że procedura rozpoczęła się na 100 metrach. Jak wiadomo Protasiuk wykonywał manewr odejścia w taki sposób kilka razy - i teraz pytanie do Ciebie - czy uważasz, że piloci korzystając z tego "triku" popełniali za każdym razem samowolkę czy jednak wykonywali manewr, którego zostali nauczeni przez instruktorów (bo że taki manewr zadziała udowodniono)? Jeśli wykonywali wyuczony manewr uważam, że błędu nie popełnili i odejście rozpoczynają na 100 metrach, czyż nie? A to, że w 36 pułku był burdel jestem sobie w stanie wyobrazić, tyle tylko, że to nie wina pilotów...
Użycie RW? W jakich to raportach wyczytałeś - Millerowskim i MAK? Podaj źródło - bo musiałem przegapić - odnośnie ustawienia dźwięku RW na 60 metrów.
Opieranie się na instrukcji zwykłego TU jest dla mnie niezbyt mądre ze względu na niestandardowe wyposażenie "naszej" Tutki...
Na koniec - nawet jeśli piloci popełniliby błędy, które im zarzucasz co to ma wspólnego z katastrofą? Z danych wynika, że samolot się wznosił (czyli mimo "błędów" piloci wyprowadzili maszynę), naukowcy twierdzą, że uderzenia w brzozę nie było a nawet jeśliby doszło do kontaktu niemożliwym jest, by ów kontakt spowodował oderwanie części skrzydła. To co - w wyniku błędu pilota skrzydło oderwało się samo z siebie?
kougar napisał(a):

|
a raportów, z którymi tak się nie zgadzają, nawet nie przeczytali.
|
przeczytali, przeczytali....