Wyświetl pojedynczy post
kougar
Junior Member
 
Od: 05.2011

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#3458
Stary 10.02.2013, 17:49
Nie sądziłem, że rozwinie się aż tak długa dyskusja, ale w poniższym poście postaram się odpowiedzieć na polemikę kolegi Drozda i BBudowniczego. Z racji tego post będzie nieco przydługawy.

Muszę się zgodzić z kolegą BBudowniczy, że w instrukcji Tu 154 nie jest nigdzie zakazane używanie przycisku "uchod" bez ILS. Nie jest to jednak rolą żadnej instrukcji samolotu. Instrukcja nie zawiera opisów tego, czego nie wolno robić, ona informuje, co wolno, to znaczy jak się lata danym samolotem. W instrukcji samochodu nie masz nigdzie napisane, że nie wolno jeździć z podniesioną maską, jednak nie widzi się często takich aut. Jeśli więc napisane jest w instrukcji, że "uchod" zadziała tylko z systemem ILS, to piloci powinni traktować to jak wyrocznię, i nie próbować omijać procedur, bo jest to karygodnym błędem. Przepraszam Drozda, że określiłem takie zachowanie mianem "triku"- chodziło mi o zachowanie pozaregulaminowe, nie przewidziane procedurami. To, że Protasiuk wykonywał już taki manewr, jest irrelewantne. Cytat z instrukcji: ВНИМАНИЕ! Включение автоматического ухода на второй круг возможно только после захвата глиссады, на высотах не ниже 30 м как из режима автоматического, так и из директорного режима захода на посадку, при этом “КРЕН” и “ТАНГАЖ” на ПУ-46 должны быть включены.

Odnośnie "sprowadzenia" samolotu na wysokość decyzyjną. Cytaty podane przez Bbudowniczego zostały niestety źle zrozumiane. Ustalmy fakty- decyzja o podejściu do lądowania była w pełni autonomiczna, podjęta przez polską załogę. Na wyraźne zdanie kontroli lotów "warunków do lądowania nie ma", piloci odpowiadają, że jednak spróbują podejść. Kontrola lotów, ani Moskwa, nie mogła nakazać zejścia pilotowi na 100 m. Decyzja była, tylko i wyłącznie załogi. To, że kontrolerzy mówią, że doprowadzają do 100 m, działa na ich korzyść. Oni bowiem zastanawiają się, na jaką minimalnie wysokość mogą dopuścić Polski samolot, i ustalają, że będzie to minimum dla lotniska Smoleńsk- 100 m. Nie wiedzieli oni o tym, że minima Protasiuka były wyższe, i powinien odejść już na 120 m. Nikt Polakom nie rozkazywał, co więcej, kontrolerzy byli świadomi, że nie mogą niczego "kazać" Polskiej załodze, o czym świadczą stenogramy. Nie róbmy z kontrolerów pilotów, bo to nie oni podejmują w tym przypadku decyzję. Konytola lotów to nie jest policja. Jeśli piloci lamia procedury, to owszem, trzeba spowodować, żeby tego nie robili - ale od tego jest odpowiednia władza lotnicza. Nie jest, i nie będzie to zadaniem kontroli ruchu lotniczego.

Nie uważam, że przyrządy na wieży są tylko dla picu, ale podejście w warunkach takich, jak na lotnisku Smoleńsku, nie bez kozery nazywa się podejściem nieprecyzyjnym. Zastanówcie się już na zwykłą chłopską logikę. Jeśli te urządzenia byłyby bezbłędne, to de facto nie potrzebny byłby system ILS. Margines błędu dla urządzeń jest de facto dość duży, zależy od odległości samolotu od lotniska, szerokość ścieżki lądowania wynosi 3 stopnie dziesięć minut. Należy zaznaczyć, że "ścieżka" i naprowadzanie przez kontrolera kończy się 1000 m przed lotniskiem, więc jeśli piloci mieli informację od załogi jaka, że widoczność wynosiła 200 m., to pozostawiam waszej ocenie dezyję o zejściu. Można się spierać, czy ścieżka wynosiła 2 stopnie 40 minut czy 3 stopnie 10 minut, ale nie zmienia to faktu, że piloci zgody na lądowanie i zniżenie się pod 100 metrów nie mieli.

Tutaj macie dokładny margines:
- dokładność względem wysokości - 100 m (przy założeniu, że samolot leci na stałej wysokości, w naszym przypadku tak nie było)
- rozdzielczość na zakresie pasywnym: względem odległości - 1,2% skali wskaźnika (w naszym przypadku skala 20 km, mamy rozdzielczość - 240 m), względem kąta podniesienia (czyli kąta nachylenia ścieżki - 1 stopień - dokładnie tyle, ile liczy strefa dopuszczalnych odchyleń - +/-0,5 stop.).

Drozd, piloci powinni podawać wieży wysokość, bo właśnie wtedy wieża obliczyłaby, że są poza ścieżką schodzenia. Kontrola lotów pomagać może tylko wtedy, kiedy załoga z nimi współpracuje- taka jest zasada. Z drugiej strony, gdyby nasi podawali wysokość z RW, to mogłoby wprowadzić jeszcze większe zamieszanie. Gdy nie podawali wysokości, to obowiązkiem załogi było obliczanie trajektorii lotu.

Drozd, piszesz, że mam się nie ośmieszać skargami na polskich pilotów? Proszę bardzo, to z naszego podwórka: luty 2011 rok- już po katastrofie- instruktor o mało co nie rozbił Tu-154 o numerze bocznym 102, bo popełnił serię szkolnych błędów- od katastrofy uratował go technik pokładowy.

Naprawdę spróbujcie zrozumieć, że w lotnictwie szalenie istotną rzeczą jest przestrzeganie procedur, od nich zależy życie i bezpieczeństwo ludzi. To, że polscy piloci procedury przekroczyli w Smoleńsku, jest bezsporne. Nie mieli prawa zejść poniżej 100 m. Proste?

Powtórzę to jeszcze raz: z punktu widzenia przyczyn katastrofy zupełnie nieistotne jest, w którym momencie oderwało się skrzydło. Uderzenie w ziemię było wynikiem błędów popełnionych wcześniej.

Uff, na razie chyba tyle, jeśli o czymś zapomniałem, to przepraszam. Naprawdę, zamiast wypisywać tutaj bzdury w stylu Macierewicza, sugerowałbym przeczytanie najpierw wątku o katastrofie na forum lotniczym. http://lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogo...skiem-119.html
Polecam zwłaszcza posty Zwieroboja, który ma gigantyczne doświadczenie jeśli chodzi o lądowania na lotniskach wojskowych i wg. rosyjskich procedur. Na pytanie, czy lądował kiedyś myśliwcem w podobnych warunkach, jak te w Smoleńsku, odpowiedź była negatywna.

Polecam również obejrzenie na youtubie odcinka katastrofy w przestworzach: błąd w kokpicie. Zadziwiające podobieństwo, czyż nie?

P.S. Aaa, zapomniałbym, specjalnie dla kolegi Drozda- nalot polskiej załogi Tu http://pl.wikipedia.org/wiki/Za%C5%8..._nr_boczny_101 Dodać należy, że duży nalot dla pilota to powiedzmy 14000 godzin.
Ostatnio edytowane przez kougar : 10.02.2013 o godz. 19:02.
Odpowiedz cytując