|
Czy mogło być tak?
Źle sprowadzany samolot, wali skrzydłem w brzoze, bo jeśli doktorek z "Anatomii upadku" przewraca się i trzyma koła to wysokość lotu była niewielka.Odłamki po uderzeniu plus wielka siła ciągu, bo jak chcą lemingi Antoniego, było już odejście z pełną mocą silników zostają zassane do dysz silników? Może wtedy był ten rzekomy wybuch, może coś odlecialo. Silniki eksploduja po wciągnięciu ptaka i do tego nie trzeba Biniendy i innych Macierewiczów. Silniki w tych Tupolewach są zaraz koło tylnego usterzenia i ewentualny wybuch mógł spowodować obrót samolotu na plecy przy jednoczesnym maksymalnym ciągu drugiego silnika.
Chyba że Binienda na podstawie zdjęć i wyrzuceniu dostępnych danych, stwierdził coś innego. Sprochniala brzoza przecięta przez skrzydlo idealnie nadaje się do wciągnięcia przez silnik samolotu i zrobienia w nim spustoszeń.
Proszę o ustosunkowanie się do tego specjalistów lotniczych Arapaho, Ayale, Gwiazdzistego, serka, budowniczego, jedrka i innych.
Proszę tylko by nie wypowiadał się drozd, bo akurat słowo leming, lemingow, lemingoza i reszta jego bredni, kompletnie mnie nie interesuje, a tradycyjnie nie ma nic nowego do powiedzenia.
Mogło tak być jak napisałem czy nie?
Ostatnio edytowane przez taki młody : 07.02.2013 o godz. 14:40.
|