Drozd napisał(a):

|
Dla leminga to nie do wyobrażenia że jak się gdzieś leci to chce się tam wylądować. Podobnie jak to że jezeli lądowanie jest niebezpieczne bądź niemożliwe, co pilot ocenia podczas próbnego podejścia, to wydaje komendę odejścia na drugi krąg. Tak było po Smoleńskiem, na wys 100 m pada "odchodzimy" potwierdzona przez drugiego pilota. Od tego momentu lądowanie zostaje przerwane, zatem wtłucz sobie o pustej czaszki że ostatecznie piloci nie chcieli lądować !. Choćbyś udawał idiotę do samego końca faktów nie zmienisz.
|
Przepraszam cię Drozd, ale jedna sprawa mnie nurtuje.
Nie jestem zwolennikiem komisji Anodiny czy Millera. Widzę tam wiele nieścisłości i zaniedbań, oraz z góry założonych tez. Przychylam się do opinii, że katastrofa powinna byćzbadana rzetelnie, przez naukowców, na orginałach wszystkich rejestratorów i na oryginale wraku, natomiast:
- skoro piloci nie przymierzali się do lądowania, tylko do próbnego podejścia, dlaczego podwozie było wypuszczone? Wydaje mi się (ale nie jestem ekspertem), że podwozie wypuszcza się kiedy się ląduje, a nie kiedy nadlatuje się na lotnisko celem przyjrzenia się sytuacji.
Czy jest gdzieś odpowiedź na tę wątpliwość?
Moje pytanie nie oznacza, że uważam jakoby katastrofa była spowodowana błędem pilotów.