Cytat:
|
Jedno zdanie umiarkowanie pozytywne o Oleksym to sprzedanie ideii? chyba sobie kpisz.
|
Od 1969 do 1990 należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Zasiadał w prezydium zarządu głównego Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. W latach 1970–1978 był tajnym współpracownikiem wojskowego Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego.
Jak widzisz Oleksy to stary komuch i agent.
Jeśli powyższe zdanie było umiarkowanie pozytywne, to pora umierać. JK świadomie Oleksego wybielił w oczach wyborców. Jako dekomunizator (przecież jako jedyny tak gorliwie głosi hasła o dekomunizacji) dał mu immunitet.
Cytat:
|
Nie wiem czy czytałeś co napisałeś. Jeżeli ktos ma nadzieję na poprawę dopóki w kraju są analfabeci to znaczy że liczy na władze nad ciemną masa. Ja za takich przywódców dziękuję
|
Nie roumiesz tego, że Dmowski używa metafory i analfabetami nazywa tych, którzy są bierni i nie interesują się życiem publicznym kraju? Dlatego w nich wierzył, ponieważ to był ten "żywioł" do politycznego zagospodarowania. Tak jak dzisiaj te 60% niezdecydowanych, o których wspominałem w poprzednim wpisie.
Cytat:
|
Tak? , to mi mistrzu odpowiedz na takie pytanie. Prywatyzujesz wszystkie szpitale i przychodnie. I prywatny wlasciciel jako najbardziej opłacalne robi te zabiegi /operacje za które najwięcej płacą w NFZ np. zabiegi onkologiczne i kardiologiczne będą super płatne ale nikt w danym rejonie nie będzie robił operacji okulistycznych lub urologicznych bo będa wycenione gorzej (zawsze tak jest że są rzadsze operacje) a prywatny własciciel będzie mial wybór jakich specjalistów sobie wybrać . I co? zostawisz ludzi często biednych z takimi schorzeniami bez zabiegów czy karzesz im dymać na drugi koniec Polski do jedynego szpitala o ile wogóle będzie- ci ludzie całe życie płacili składki i teraz im powiesz płac sobie prywatnie ? Łatwo sobie tak dyrygować - i mówić "sprzedajemy" jak sie jest mlodym i ma się możliwości
|
Napisałem wyraźnie, że wszystko należy przedyskutować i zaplanować z głową. Co do szpitali podzielam Twoje obawy, dlatego wg mnie najlepszy byłby w tej materii system mieszany. Z założenia prywatny, ale rzadkie przypadki powinny być dofinansowane przez państwo. Natomiast jeśli chodzi o przychodnie to pełna prywatyzacja! Ostatnio dostałem ofertę prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. Lekarze pierwszego kontaktu, kardiolodzy, laryngolodzy, urolodzy, itd. Całe spektrum fachowców, którzy pracują w prywatnych przychodniach. Do tego w ramach ubezpieczenia możliwość wykonywania badań morfologicznych, EKG, echo serca itp. Było tego sporo, wszystkiego nie zapamiętałem. Cena 170 z hakiem. Na podstawie ubezpieczenia miałem zagwarantowany dostęp do wszystkich specjalistów z Scanmedów i Luxmedów (maksymalnie do 3 dni). Dodam, że proponowano mi ubezpieczenie rodzinne, które obejmowałoby oprócz mnie żonę i dzieci. Cena wynosiła coś ponad 250zł. Nie pamiętam już dokładnie. Jednym słowem za 170 zł mam obsługę medyczną (każdą oprócz szpitalnej) na wyższym poziomie niż oferuje to państwowa służba zdrowia. Zapomniałbym, w ramach ubezpieczenia gwarancja, że na terenie Krakowa jeden lekarz każdej specjalizacji przyjmuje 24/h, gdyby ktoś miał nagły przypadek. Cena niższa niż składka pobierana z moich zarobków na poczet ubezpieczenia zdrowotnego. Pokazuje to jak nieudolny jest system państwowej służby zdrowia, gdzie jak przypuszczam większość pieniędzy pochłania biurokratyczna struktura NFZ. Dwa lata temu udałem się do Galicyjskiego Centrum Zdrowotnego (Mydlniki). Trzy wizyty wyszły mnie coś koło 240 zł (kardiolog). Terminy krótkie, fachowa obsługa i leczenie. Jednak pieniądze utopione, bo pod przymusem podobną kwotę pobrano mi na państwową służbę zdrowia, z której usług nie skorzystałem...w obawie o własne zdrowie. Tym sposobem dentystę opłacam prywatnie, specjalistów prywatnie. Lokalny ZOZ potrzebny mi jest, aby uzyskać recepte na lekarstwo dla babci. 6 lat temu miałem poważny uraz dłoni. Cudem przyszyli mi palca "serdecznego". Jednak, abym mógł z niego w przyszłości realnie korzystać i nie podchodzić do kolejnych zabiegów korekcyjnych, musiałem natychmiastowo poddać się rehabilitacji, ponieważ ścięgna zrastały się z innymi tkankami. Dlatego udałem się do Scanmedu prywatnie (!) i musiałem zafundować sobie ćwiczonka za ponad 2 tysiące złotych. Dlatego nie widzę potrzeby, aby państwo polskie pobierało ode mnie składkę zdrowotną skoro nic mi za to nie oferuje. Przepraszam, oferuje opiekę zdrowotną, któranie nosi znamion opieki. Aby lepiej zobrawzować moje stanowisko wrzucam felieton Michalkiewicza.
Cytat:
W zbiorku anegdot żydowskich Horacego Safrina "Przy szabasowych świecach" jest również historyjka, jak to pewien rabin wynajął furmankę. "Przed serpentyną woźnica zwraca się do pasażera: Ulitujcie się nad moją chuderlawą szkapą i pomóżcie mi popychać wóz. Rabbi spełnia życzenie bałaguły. Kiedy droga zaczyna opadać w dół, woźnica znowu apeluje do rabina: mam słabe hamulce u wozu. Lepiej idźmy na piechotę! Gdy przybyli na miejsce, rabbi zwraca się do furmana, wręczając mu umówioną kwotę: - Dlaczego ciebie wynająłem, to jasne - chciałem pojechać do miasteczka. Dlaczego ty się podjąłeś przewieźć mnie za półtora rubla, też jasne - ty i twoja rodzina musicie z czegoś żyć. Ale powiedz mi, na Boga, co ma z tym wszystkim wspólnego - koń?".Walka o nasze dobro
Właśnie okazało się, że lekarze z tzw. Porozumienia Zielonogórskiego nie porozumieli się z władzami Narodowego Funduszu Zdrowia i w rezultacie drugiego stycznia 2006 r. sporo przychodni lekarskich, a może nawet ich większość, będzie zamkniętych. Lekarze domagają się więcej pieniędzy na leczenie, a władze Narodowego Funduszu twierdzą, że nie mają.
Jak widzimy, walka o przychylenie nam nieba wchodzi w fazę decydującą, w której nie będziemy mieli innego wyjścia, jak tylko obejść ów skomplikowany system stworzony dla naszego dobra, i po chamsku powrócić do średniowiecznego, a właściwie - starożytnego mechanizmu zawierania z lekarzami umów prywatnych. Powiedzmy sobie szczerze, nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie okoliczność, że pod pozorem tworzenia systemu, który przychyli nam nieba, państwo odebrało nam sporo pieniędzy w podatkach, z których wydzieliło część w charakterze tzw. składki na ubezpieczenie zdrowotne. Ta składka teoretycznie miała być przeznaczona na leczenie pacjentów, ale stworzenie najpierw systemu Kas Chorych, a następnie - Narodowego Funduszu Zdrowia sprawiło, że na leczenie zostaje coraz mniej pieniędzy, wskutek czego lekarze się buntują. To bardzo ładnie z ich strony, ale co z tego, skoro wskutek tego buntu przychodnie będą zamknięte?
Okazuje się, ze znaleźliśmy się w sytuacji podobnej do owego rabina z anegdoty; państwo nastręczyło nam się, że będzie nas leczyło i pod tym pretekstem zabrało nam część naszych pieniędzy. Państwu nasze pieniądze są bardzo potrzebne; państwo bowiem bardzo pragnie naszego dobra, a nam już tak niewiele go pozostało. Ale państwo nie może dojść do porozumienia z lekarzami, dla których, po opłaceniu urzędników, nie starcza już pieniędzy. Że państwo, tzn. urzędnicy, muszą znaleźć pieniądze na miejsca pracy i pensje dla urzędników - to jasne. Ale co ma z tym wspólnego - koń?
Wymuszone pośrednictwo
Wielu ludzi, nie tylko tzw. "prostych", ale nawet uważających się za umysłowo wyrafinowanych zupełnie poważnie myśli, że obecny system finansowania ochrony zdrowia jest tańszy od prywatnego. A przecież każdy, kto kupował w życiu cokolwiek, powinien wiedzieć, że zakup bez pośredników jest tańszy, niż zakup przez pośredników. Jako nabywcy usługi medycznej, w obecnym systemie najpierw opłacamy pośredników, którzy, mówiąc nawiasem, pośrednictwo swoje wymuszają, a dopiero za to, co po wynagrodzeniu pośredników pozostanie, opłacamy koszty usługi medycznej i wynagrodzenia tych, którzy rzeczywiście ja nam wyświadczają. Gdybyśmy zatem usunęli pośredników, byłoby oczywiście taniej, a nie drożej. Dopóki jednak większość ludzi będzie uważała, że jest odwrotnie - pośrednicy będą na nas żerowali. Zdaję sobie sprawę, że się powtarzam, ale powtarzam się nie tylko ja. Powtarza się sytuacja i to aż do znudzenia. Powiadają, że Pan Bóg tylko dlatego nie zsyła na ludzkość kolejnego potopu, bo przekonał się o całkowitej bezskuteczności pierwszego. Utrzymywanie istniejącego systemu ochrony zdrowia pokazuje, że coś w tym jest.
Kto ma w tym interes?
Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Że w utrzymaniu istniejącego sytemu ochrony zdrowia zainteresowani są pośrednicy to jasne. Narzuciwszy nam swoje pośrednictwo, ciągną forsę bez żadnej odpowiedzialności za cokolwiek. Czy ktoś słyszał, by urzędnik państwowy, ot np. prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, popełnił harakiri w przypadku zapaści systemu? A jakże! "Mądrze i wesoło" urzędują sobie, jakby nigdy nic. Wzięli najlepszą cząstkę i na resztę kładą tzw. lachę. Więc nikt chyba nie ma wątpliwości, że w pierwszym rzędzie interes w utrzymaniu istniejącego systemu finansowania ochrony zdrowia mają nasi okupanci, tzn. urzędnicy i politycy. Władzy raz zdobytej nie oddadzą nigdy; zresztą dlaczego mieliby ją oddawać skoro nikt, albo prawie nikt, nie zamierza im jej odbierać?
Oprócz naszych okupantów zainteresowani w utrzymaniu istniejącego systemu są lekarze należący do personelu kierowniczego państwowych tzw. placówek ochrony zdrowia. Niedostatek pieniędzy na leczenie sprawia, że usługa medyczna w ramach ubezpieczenia staje się dobrem rzadkim, na które trzeba czekać w kolejce. Stwarza to okazję do licytacji, w której biorą udział pacjenci, dla których zwłoka oznacza ryzyko utraty życia. Ciśnienie tej potrzeby jest tak potężne, że równoważy wszelkie ryzyka stwarzane przez władzę markującą zwalczanie korupcji. Dlaczego markującą? To jasne; gdyby władze rzeczywiście chciały zlikwidować korupcję, zlikwidowałyby okazję do niej. Tego jednak nie zrobią, bo musiałyby zarazem zlikwidować żerowisko dla swego politycznego zaplecza, a na to nie pozwoli im instynkt samozachowawczy.
Pacjenci tylko przeszkadzają
Właściwie system finansowania ochrony zdrowia funkcjonowałby bez zarzutu, gdyby wyeliminować z niego pacjentów. I ku temu wszystko zmierza. Jeśli groźby lekarzy, że pozamykają przychodnie, zostaną spełnione, a wiele na to wskazuje, to pierwszy krok w kierunku eliminacji pacjentów z systemu zostanie uczyniony. Pacjenci będą musieli zawierać z lekarzami umowy prywatne, ale nikt przecież nie zwróci im pieniędzy odebranych dla potrzeb systemu publicznej opieki zdrowotnej, bo ten może wprawdzie znakomicie funkcjonować bez pacjentów, ale przecież nie bez pieniędzy. Więc co ma z tym wspólnego koń?
Stanisław Michalkiewicz
|
Cytat:
|
Monetarystami byli to raz. A dwa to kolego zważ sobie jakie byly dane wejściowe i wyjściowe takiej polityki Regana bo rzucasz hasłami jakbys nie zdawał sobie sprawy że w USA stawki podatkowe zaczynały sie od 50% dla indywidualnych i 70% przy np.dywidendach stąd takie zakres reform Regana
|
Chodzi mi o reformy systemowe. Takie jak ograniczenie roli związków zawodowych, które dzisiaj są sposobem dla ich przewodniczących do pozyskania dobrego stanowiska. Strajki dziś wyglądają tak, że przewodniczący związków dogaduje się za plecami związkowców z dyrekcją/zarządem, nakłania do odwołania strajku, po czym dostaje posade w zarządzie lub inne stanowisko. Mechanizm opowiedziany mi przez znajomego związkowca. Dodatkowo działalność ZW kłóci się z mechanizmem regulowania cen i podaży przez rynek, więc jak w taki sposób zarządzane przedsiębiorstwo może być rentowne?
Mam równiez na myśli ograniczenie podatków bezpośrednich na rzecz pośrednich, ponieważ taki system poboru danin publicznych jest o wiele bardziej sprawiedliy. Należy również zmniejszyć podatek dochodowy, a najlepiej go znieść. Przez tak wysokie opodatkowanie pracy, staje się ona w Polsce dobrem luksusowym, a ludzie są przez to karani za to...że pracują. Stąd 30% polskiego PKB wytwarzane jest w "szarej strefie". Jeśli masz wątpliwości polecam zapoznać się z historią wprowadzenia podatku dochodowego. Funkcjonuje on dopiero od XX wieku i na początku miał charakter tymczasowego.
Należy zreformować system emerytalny, a dokładnie II filar. Zgodnie z założeniami 60% naszego portfela powinny stanowić obligacje. Świetny pomysł państwa na pozyskanie pieniędzy! Lichwiarze (OFE) za 60% naszego kapitału pozyskują obligacje i pobierają za to prowizje. Rewelacja. Państwo otrzymuje zastrzyk finansowy, my płacimy prowizję. Natomiast, gdy nadejdzie termin odkupienia obligacji w podatkach zapłacimy za odzyskanie (!) naszych pieniędzy. Brawurowa akcja. Co należy zrobić?
Profesor Gwiazdowski pisze tak:
"Znieść obowiązek należenia do II Filara systemu emerytalnego (zachowując oczywiście wszystkie dotychczasowe zobowiązania), i zastąpić go systemem zaopatrzeniowym. Takim, jakim są objęci w Polsce pracownicy służb mundurowych i wymiaru sprawiedliwości, a taki system w całości obowiązuje, np. w Danii."
I dalej za Gwiazdowskim:
Cytat:
1 Konia przed wóz, czyli obniżyć koszty pracy
Wszyscy zgadzają się, że największą polską bolączką jest bezrobocie. Nie zgadzają się tylko z tym, co zrobić, żeby się ono zmniejszyło. Rozwiązanie jest proste. Należy obniżyć składki ubezpieczeniowe na ZUS i znieść przymus ubezpieczania się w OFE. Teza, że najpierw trzeba ograniczyć bezrobocie, żeby móc ograniczyć składki, to stawianie wozu przed koniem. Nie pojedzie! Każdy podatek wywiera bezpośredni wpływ na alokację zasobów w gospodarce i jest źródłem tzw. efektu akcyzowego. Jeżeli coś opodatkowujemy, tego czegoś jest mniej. Gdy opodatkowujemy dochód, mamy niższy dochód. Gdy opodatkowujemy oszczędności, to jest ich mniej, a w konsekwencji kapitał dostępny na rynku jest mniejszy. Gdy bezpośrednio opodatkowujemy kapitał, też jest go mniej, bo kapitał wybiera takie miejsca inwestycji, w których fiskus nie jest zbyt zachłanny, a spodziewane zyski są najwyższe. Jeśli maleje kapitał, którym można finansować inwestycje, to inwestycje zostają ograniczone. Mniejsze inwestycje to zmniejszenie ilości pracy dostępnej na rynku. Gdy dodatkowo opodatkowujemy tę pracę - bezpośrednio czy w jakiś pośredni sposób ("składki" ubezpieczeniowe) - to tej pracy jest jeszcze mniej. Jeśli jest mniej pracy, to bezrobocie staje się wyższe, a w konsekwencji spada popyt wewnętrzny. Jeśli równocześnie coraz bardziej opodatkowujemy konsumpcję (VAT, cło akcyza), to popyt obniża się jeszcze bardziej. W rezultacie spada produkcja, na którą brakuje zbytu, a zatem zmniejsza się zapotrzebowanie na siłę roboczą i jeszcze bardziej rośnie bezrobocie.
|
Cytat:
2 Niski przychodowy
Podatek dochodowy od dużych spółek trzeba zastąpić podatkiem od wartości sprzedaży netto. Minister finansów nie będzie musiała walczyć z hipermarketami. Polscy kupcy żyją z nimi w symbiozie, co dostrzegają gołym okiem robiący zakupy w hipermarketach, czyli większość rodaków. W hipermarketach funkcjonują polscy przedsiębiorcy. Obok hipermarketów jak grzyby po deszczu powstają sklepy i sklepiki. Ich właściciele są upośledzeni przez własne państwo przepisami podatkowymi. Wykorzystując instrumenty międzynarodowego planowania podatkowego, wielkie międzynarodowe koncerny redukują wysokość podatku dochodowego poniżej 5 proc. Polscy przedsiębiorcy płacą około 13 proc. Gdzie tu s(S)prawiedliwość? Podatek przychodowy zamiast dochodowego na poziomie 1 proc. wartości sprzedaży rozwiązałby ten problem. Herezja? Proponujemy policzyć. Wyjdzie na nasze!
|
Cytat:
3 Mały na ryczałcie
Jeszcze łatwiej byłoby polskim małym przedsiębiorcom rywalizować z hipermarketami, gdyby płacili podatek zryczałtowany. Taki podatek w wysokości 350 zł miesięcznie od każdego kupca przyniósłby państwu takie same przychody co skomplikowany i kosztowny w poborze podatek dochodowy. Ergo dochód państwa byłby wyższy, bo koszty działalności byłyby niższe.
|
Cytat:
4 MiŚ bez VAT
Jeśli zostałby podwyższony limit obrotu, po którego przekroczeniu powstaje obowiązek płacenia podatku VAT, to mali konkurenci hipermarketów znaleźliby się w siódmym (gospodarczym) niebie. Podatek VAT jest niezwykle skomplikowany i nie trzeba obciążać nim tak zwanych MiŚ (małych i średnich przedsiębiorstw). Niech go odprowadzają hipermarkety. Zamiast je zamykać w niedziele, żeby polepszyć w ten sposób dolę polskich kupców, pogarszając zarazem dolę kupujących, wprowadźmy rozwiązania, które pozwolą kupcom się zająć kupiectwem, a nie buchalterią.
|
Cytat:
5 PIT - inaczej
Podatek PIT najlepiej zlikwidować, a jeśli z powodów politycznych byłoby to niewykonalne, należałoby odstąpić od jałowego opodatkowywania świadczeń społecznych oraz wynagrodzeń sfery budżetowej. Państwo opodatkowuje w ten sposób siebie. Zarabiają tylko banki na jałowych transferach. Jeśli rząd (co deklarował) zmniejszy progresywność podatku od dochodów osobistych, może zrezygnować ze skomplikowanych (i kosztownych) procedur przelewania pieniędzy z kasy państwa do kieszeni podatnika, którego dochód mieści się w najniższym przedziale podatkowym, i potem do odbierania ich części i przelewania za kosztownym pośrednictwem do tej samej kasy. Lada chwila pomysł ten być może wprowadzą w życie Słowacy.
|
"O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły!
Albowiem w kraju tym zaczarowanym,
gdzie — jak w złej bajce — ludźmi rządzą osły,
jakież tu mogą być właściwie zmiany?
Tu tylko szpiclom coraz większe uszy
rosną, milicji — coraz dłuższe pałki,
i coraz bardziej pustka rośnie w duszy,
i coraz bardziej mózg się staje miałki.
Tu tylko może prosperować gnida,
cwaniak i k...a, łotr i donosiciel ."
Janusz Szpotański
|