Wyświetl pojedynczy post
Worcester
Senior Member
 
Od: 03.2007
Skąd: z trybun

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#20916
Stary 26.01.2013, 05:23
Zagranie Tuska brawurowe. "Pospolity lisek rudy, pełen sprytu i obłudy."
Platforma to partia dla mas. W nazewnictwie właściwym lewicowa. W Polsce określana jako centrowa/prawicowa - ja nazywam ich pobożną lewicą. Sama polska terminologia robi ludziom wodę z mózgu, ale zostawmy to. Celem PO jest zagospodarowanie targetu wyborczego, który nie ma sprecyzowanych poglądów politycznych. Z punktu widzenia strategii wyborczej właściwe działanie, ponieważ tacy ludzie stanowią większość. Tusk odegrał z Gowinem "scenę" (lub sam świadomie go do jej odegrania sprowokował), która ma pokazać "masom", że PO to partia, gdzie jest miejsce na pluralizm. Każdy poseł może mieć swoje zdanie, prezes nie narzuca swoich opinii. Mało tego, oficjalna propozycja prezesa została odrzucona. Na pierwszy rzut oka policzek wymierzony Tuskowi jest dla niego kompromitujący, jednak z drugiej pokazał wyborcom niezdecydowanym, że jego partia jest otwarta na każdego. PO to projekt stworzony dla władzy samej w sobie - dla trwania u władzy. Z rządzeniem nie ma to nic wspólnego. Tusk ze swoją ferajną w 2007 został wybrany przez michnikowszczyznę, Familię i Rzeczpospolitę Kolesiów na ich przyłbicę. Umowa była prosta. My wraz ze swoją machiną medialną zniszczymy Kaczyńskiego - dostaniesz od nas władzę. Ty będziesz robił wszystko, aby jak najdłużej utrzymać się na szczycie, przy naszej pomocy. W tym czasie, gdy będziesz judził i walczył z Kaczyśnkim - zajmując tym Polaków - my załatwimy kilka spraw na "zapleczu". Tak działa ten system. Jesli ktoś mi nie wierzy, polecam przyjrzeć się przedwyborczej retoryce PO z 2005, która nawoływała do IV RP. Wspólny wróg w osobie Kaczyńskiego w 2007 roku połączył salon z PO. I mezalians ten będzie trwał tak długo jak michnikowszczyzna tego zapragnie. Gdy Familli zmienią się priorytety lub wspomniane sprawy do załatwienia "na zapleczu" zmienią swój charakter - Tusk zostanie rzucony w kąt, jak zabawka przez małe dziecko, która juz się znudziła.

Chciałbym się odnieść do artykułu Zdzisława Krasnodębskiego pt. "Jak być skuteczną opozycją?" opublikowanego we wczorajszym "Do Rzeczy". Głownie dlatego, że traktuje o problemie, który poruszyłem w swoich poprzednich postach, tj. o strategii PiS jako skuteczej opozycji. Generalnie redaktor wyciągnął wiele wniosków, które są zgodne z rzeczywistością i nie sposób ich podważyć. Jadnak kilka założeń jest dla mnie mocno dyskusyjnych.
"I tak jak sukces PO wiąże się bezpośrednio z cechami charakterologicznymi i zdolnościami jej przywódcy, tak brak skuteczności opozycji tłumaczy się osobowością i charakterem przywódcy PiS - Jarosława Kaczyńskiego. Aby ocenic tę skuteczność, wystarczy sobie wyobrazić, gdzie byłby PiS pod rządami polityków, którzy kiedyś byli powszechnie chwaleni, np. Joanny Kuzik - Rostkowksiej, Pawła Poncyljusza czy Pawła Kowala lub - po drugiej stronie - Zbigniewa Ziobry. Niezaleznie od osobistych zalet i talentu tych polityków oraz ich dawnej popularności wydaje się, że notowania PiS szybko by spadły i PO pozbyłaby się największego konkurenta."
Rzecz w tym, że charaktery nie powinny decydować, lecz poglądy i realne działania. Nieprawdą jest, że Tusk został zakceptowany ze względu na swój charakter. On zrobił coś, co robi facet, który poznając piękna kobietę nie chce iść z nią przed ołtarz, lecz tylko do łożka - powiedział Polakom to co chcieli usłyszeć. Od 2004 roku sytuacja gospodarcza w Polsce zaczęła się poprawiać. Polskie społeczeństwo zauważyło, że pętla gospodarcza założona na ich szyję powoli zostaje ściągana - zaczęli oddychać pełną piersią. Do kraju wpłynęły pierwsze doracje z UE, które pobudziły konuknkturę i gospodarka ruszyła. To były pierwsze widoczne efekty. Natomiast ostateczne skutki widać dopiero teraz. Polacy zaczęli konsumować. Tusk to zauważył i odwołał się do Polski "grillującej". Zadziałała socjotechnika. Wytłumaczył Polakom, że zasługują na to, aby ten wzrost gospodarczy "skonsumować", ale jest jeden człowiek, który może im w tym przeszkodzić - Jarosław Kaczyński. Pan, który ciągle mówi o teczkach, dekomunizacji, "układzie" nie pozwoli wam "grilować". Do tego doszły teksty w mainstreamowych mediach o paleniu stosów przez PiS i "podpalaniu" Polski. Polakom poprawiło się, Tusk zagroził wyborcom, że JK zagraża im wejściu na kolejny poziom stadnardu życia - dzięki temu znalazł wspólnego wroga, mobilizując przeciw niemu masy. Polacy rzucili Kaczyńkim w kąt.
Nie odnajduję w tym nic ze wspomnianych przez red. Krasnodębskiego "cech charakterologicznych". Jedynie czyste umiejętności polityczne: wyczucie nastrojów społecznych, wprowadzenie ludzi w poczucie zagrożenia, znalezienie wspólnego wroga, skierowanie poparcia na siebie itd.
Redaktor twierdzi, że JK również posiada pewne "cechy charakterologiczne", które predysponują go do niepodzielnego przywództwa w PiSie. JK w przeciwieństwie do Tuska jest bardziej wyrazistą osobowoscią. Zdecydowanie budzi emocje - skrajnie różne. Jednak posiadanie przez niego 30% (co umówmy się jest dużym kapitałem) nie jest związane bezpośerdnio ze wspomnianymi już cechami. W przypadku JK również zadziała socjotechnika, ale inna niż opisana na przykładzie Tuska - nazwałbym ją odwróconą. JK jest osobą na pewno o wiele bardziej ideową od Tuska, co daje mu na starcie pewien "żelazny" elektorat konserwatywny. W momencie gdy michnikowszczyzna za pomocą swoich służalczych mediów napędziła nagonkę na JK, lawinowo rosło poparcie Tuskowi. Przypomnę, że nie jest to równoznaczne z ubytkiem ilościowym wyborców popierajacych PiS (partia JK w 2007r otrzymała więcej głosów niż w 2005). Media zmobilizowały elektorat wcześniej "eseldowski" oraz nie chodzący do wyborów (wzrost oddanych głosów w roku 2007 w porównaniu do 2005). Wszystko było oparte tak jak już pisałem na znalezieniu wspólnego wroga w osobie JK. Taktyka wyborna, ale z czasem traciła na skuteczności. Zaczęło się coś zupełnie innego. W Kaczyńskim - tym wyśmiewanym, nieudolnym (w ujęciu "salonu"), wyszydzanym, poniżanym, obrażanym, pogardzanym - część Polaków zobaczyła samych siebie. Przejrzała się w nim jak w lustrze. "Acha. Jeśli wy go tak wyśmiewcie, poniżacie i obrażacie to my będziemy za nim. Na złość wam!" Michnikowszczyzna tym samym zmobilizowała niesamowicie efektywnie Polskę B, jednak nawołuję do odrzucenia podziału geograficznego (tak często wymienianego przy okazji tego terminu). W obronie Kaczyńskiego stanęli ci, którzy też wyznają jego wartości, ale również ci niezdecydowani, którzy twierdzą, że pogarda i nienawiść skierowana tak frontalnie wobec jednostki nie przystoi. Tym samym Michnik i jego Familia wyrządziła JK przysługę. W jakimś sensie obudziła ze snu część Polaków i podarowała ich Kaczyńskiemu. I stawiam dolary przeciw orzechom, że Michnik nigdy tego sobie nie wybaczy. bo wie, że ukręcił sobie sam bat, wręczył go Kaczyńskiemu i kiedyś ten go wychłosta.
Jak widzicie polską sceną polityczną rządzą jedynie emocje. Nie ma tu miesjca na debatę, a umysłami Polaków kieruje "czwarta władza". Dlatego "cechy charakterologiczne" mają marginalne znaczenie. Przynajmniej w przypadku Tuska, który jest "letni". Co do osoby JK można już dyskutować.
Ostatnio edytowane przez Worcester : 26.01.2013 o godz. 05:35.
"O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły!
Albowiem w kraju tym zaczarowanym,
gdzie — jak w złej bajce — ludźmi rządzą osły,
jakież tu mogą być właściwie zmiany?
Tu tylko szpiclom coraz większe uszy
rosną, milicji — coraz dłuższe pałki,
i coraz bardziej pustka rośnie w duszy,
i coraz bardziej mózg się staje miałki.
Tu tylko może prosperować gnida,
cwaniak i k...a, łotr i donosiciel ."
Janusz Szpotański