arti napisał(a):

Obawiam się, że jakby na serio zabrano się za doping to w ogóle byłby koniec sportu jaki znamy. Bolt,lekkoatletyka, piłkarze-roboty, narciarstwo itp. itd. Nie ma co się łudzić, że to wszystko jest czyste. Jaki organizm wytrzyma 15-20 lat wyniszczającego treningu,startów,kontuzji+ ogromnej presji psychicznej?
Osobiście nie miałbym nic przeciwko przekłuciu tego oszukańczego balona.
|
Po pierwsze to oprócz nie dozwolonych środków jest wiele legalnych pomagających w treningach do których ludzie 20-40 lat temu nie mieli dostępu.
Po drugie medycyna zrobiła ogromny postęp, przez co wiemy jak bardziej efektywnie trenować.
Także to nie jest tak, że wszystkie obecne wyniki to rezultat dopingu.
Zalegalizowanie takich środków jak epo/hormon wzrostu itp musiało by się wiązać z kontrolowaniem ich ilości. Bo zaraz znalazł by się chętny na przekroczenie wszelkich barier i na olimpiad mielibyśmy dziesiątki trupów, zawał itp. A skoro ma kolejna komisja antydopingowa - to wyjdzie na to samo.
Dla mnie jedyną receptą na oglądanie sportu w dzisiejszych czasach, jest oglądanie dyscyplin technicznych.
Dlatego kolarstwo mnie nigdy specjalnie nie pociągało - tam wystarczy jechać tempem jakie narzucą ci w słuchawce i czekać na zwycięstwo. No, technika jest potrzebna jedynie przy zjazdach, czy w zakrętach. Że już nie wspomnę o tym, iż dziesięciu chłopa robi dla jednego lidera...
Ale w piłce, w koszu, w siatce, w szczypiorniaku - tu mogą się koksować. Raz, że liczy się taktyka, trener, zgranie z zespołem, a dwa że żaden doping nie sprawi że zaczniesz strzelać niczym Messi. Niestety musisz mieć talent i oddać miliony treningowych strzałów...
Choć w sumie jestem ciekaw czy kiedyś pojawi się tabletka/szczepionka sprawiająca, że rzeczywiście będziesz mieć 100% w strzelaniu na bramkę...
fialo napisał(a):

Koks walą wszyscy, nie tylko kulturyści. Biorą tenisiści, biorą piłkarze, biorą lekkoatleci, narciarze i cała reszta. To, że ich nie wyłapują to tak jak w przypadku Armstronga - sprawa dobrej organizacji kalendarza. Walisz przed zawodami, podczas przygotowań, na zawodach jesteś czysty.
Wszyscy są dużo przed kontrolerami. Jedyne wyjście to wg mnie zalegalizowanie dopingu. Wtedy wszystko będzie jasne, a nie że podziwiasz gościa przez lata, a później okazuje się , że walił teścia, EPO, przetaczał sobie krew itd.
|
Sam sobie odpowiedziałeś - skoro na zawodach są czyści to trzeba tak to zoorganizować aby na zawodach byli jak najczęściej.
W przypadku kolarstwa można by wprowadzić prostą zasadę: chcesz startować w Tour de france musisz obowiązkowo wystartować w następujących zawodach. I tak ustalić grafik aby w każdym kalendarzowym miesiącu zawodnik był minimum 10 dni na zawodach. I na danych zawodach codzienne rano sikanko, plus raz dziennie w dowolnych godzinach bez zapowiedzi kontrola może wpaść.
Nikt by im nie bronił jakieś Tour de Pologne potraktować czysto treningowo. Ale przynajmniej przez te 10 dni wiedzielibyśmy że 100 km dziennie jeżdżą bez dopingu (przynajmniej tego wykrywalnego).
To jest recepta w sumie na każdą dyscyplinę. Dla mnie to jest chore, że taki Armstrong cały rok przygotowywał się w sumie do jednej imprezy.
I niech nikt nie pisze, że bez dopingu nie da się przejechać całej trasy bo ludzie jeździli ją i 50 lat temu. Po prostu gdy kolarstwo będzie czyste to zamiast średniej pod górę 40 km/h będzie 20 km/h. Zamiast etapów 270 km, będzie 180 km. Itp.