Na wstępie, wybacz, że będę starał się streszczać, ale po prostu czasowo nie stać mnie na pisanie elaboratów.
Worcester napisał(a):

JEDREK76
"Zaczadzenie" medialne nie może mnie dotyczyć, ponieważ tv nie oglądam w ogóle, radia również nie słucham. Informacje czerpię z internetu, portali stricte prawicowych, a w największym obszarze z książek. Po prostu przyjmij do wiadomości, że doszedłem sam do takiego wniosku.[...]
|
Przyjmuję, aczkolwiek z tego co pamiętam internet również zalicza się do mediów... choć rzecz jasna nie głównego nurtu. Przynajmniej na razie.
Choć z drugiej strony, zastanów się... skąd zatem ci "prawdziwi Polacy"

internetowy odprysk z TVN

Chwalebne, że sam formułujesz wnioski, aczkolwiek agitatorzy komuny również powoływali się swego czasu na książki, które przeczytali i sypali cytatami z "Kapitału" pewnego autora. Jak na tym wyszliśmy my osobiście, a i świat cały chyba Ci nie muszę przypominać. Osobiście wydaje mi się, że jednak praktyka jest istotniejsza od teorii.
Worcester napisał(a):

|
[...] Co do debat. Jak sam napisałem oglądałem jedną, o drugiej słyszałem. Widocznie kolejne umknęły mojej uwadze. Chwała za to, że się odbyły. Mam nadzieję, że nie były zagraniem PRowskim i powstanie w ich wyniku konkretny program wyborczy. Choć oglądając pierwszą dyskusję i poziom argumentów socjalnych, szczerze obawiam się o formułę tego programu.[...]
|
Co do programu też mam taką nadzieję, po pierwszej powstało
kilka dokumentów.
W kwestii programu socjalnego sądzę, że raczej nigdy Ci nie dogodzą. PiS z natury rzeczy opiera swój program na solidaryźmie społecznym, z tego co czytam Twoje wypowiedzi wnioskuję, że masz raczej liberalne podejście do ekonomii. Tego raczej od PiSu nie oczekuj... choć Gilowska w latach 2005-2007 raczej socjalistką nie była.
Worcester napisał(a):

[...] "Rodzina na swoim".
Idealny przykład stwierdzenia odwołującego się do tzw. wrażliwości społecznej. Książkowa manipulacja. Prawda jest inna. Powoływałem się już na książkę Frederica Bastiata "Co widać i czego nie widać". Ekonomiści dzielą się na dwa rodzaje. Pierwsi widzą to co "widać", drudzy (ci prawdziwi) dostrzegają dalelokosiężne skutki określonych działań, czyli to "czego nie widać". Na pierwszy rzut oka wszystko jest ok, tak jak wyżej napisałeś. Główne założenie osiągnięte - "to widać". Teraz pochylmy się nad tym "czego nie widać". Dotacja inwestycji obywatela z budżetu państwa niesie za sobą określona skutki. Otóż pieniądze na "dopłaty" muszą skądś się wziąć. Jako, że państwo nie posiada możliwości zarabiania, pobiera pieniądze od obywateli w formie różnorakich podatków. Dlatego ewentualna dopłata nierozerwalnie wiąże się ze zwiększeniem obciążenia podatkowego. Mało tego. Kwota pobrana jest pomniejszona o obsługę transferu tych pieniędzy, czyli pracę urzędnika. Spójrzmy na problem z perspektywy prawa popytu i podaży. Mniej ludzi na rynku, którzy posiadają zdolność kredytową zmusi deweloperów do obniżenia cen. Obniżenie cen mieszkań prowadzi do sytuacji, gdzie dzięki temu więcej osób "załapie się" na kredyt. Dopłaty utrzymują status quo. Korzystają na tym jedynie deweloperzy oraz banki, ponieważ podmioty te nie zostają zmuszone przez rynek do obniżenia pobieranej przez siebie prowizji. Posługując się dalej wspomnianym prawem, można założyć, że dopłaty doprowadzą do zwiększenia cen. Dzięki dofinansowaniu z budżetu państwa więcej osób otrzymuje zdolność kredytową. Zwiększa się popyt na mieszkania, więc...mieszkania drożeją. A jak wiadomo, gdy drożeją znów mniej osób będzie na nie stać. Ekonomii nie oszukamy. Jakie jest rozwiązanie? Ludziom nie należy dawać pieniędzy, lecz NIE zabierać. Jeśli PiS chce, aby polska nie stała się "pustynią demograficzną" powinien zakładać obniżenie podatków, aby pobudzić gospodarkę. Ludziom powinno zostawać więcej pieniędzy w kieszeni. Droga jest tylko jedna - poprzez obniżanie danin publicznych. Gospodarka napędza się dzięki zwiększonej konsumpcji - "to widać". Jednak "matką" konsumpcji jest produkcja - "tego nie widać". Aby móc skonsumować określone dobro najpierw należy inne wyprodukować, zamienić je na środek wymiany dóbr (pieniądz), za który można nabyć to co chcemy skonsumować. Dlatego ekonomiści, którzy mówią tylko o tym "co widać", propagują napędzanie gospodarki przez państwo za pomocą wpompowywania pieniędzy publicznych w gospodarkę, w celu pobudzenia konsumpcji. Ci, którzy mówią o tym "czego nie widać" nawołują do obniżenia kosztów pracy (podatków), aby pobudzić produkcję, która poruszy konsumpcję, a ta gospodarkę. Jak widzisz finansowanie części kredytu przez państwo mija się z celem. Rząd powinien robić wszystko, aby obywatele podnieśli swoją zdolność kredytową (obniżyć podatki). Nie chcę być gołosłowny, dlatego zacytuję Henry'ego Hazlitta z jego "Ekonomii w jednej lekcji": "Kredyt to nie jest coś, co bankier daje człowiekowi. Kredyt to coś, co człowiek już ma. Ma go na przykład ze względu na to, że posiada aktywa o większej rynkowej wartości pieniężnej niż pożyczka, o którą zabiega. Albo ma go dzięki swemu charakterowi i wynikom, które dotychczas osiągnął. Przynosi je ze sobą do banku. Bankier nie daje czegoś za nic. Uważa, ze może być pewny spłaty długu. Po prostu wymienia bardziej płynną postać aktywów - czyli kredyt - na postać mniej płynną".[...]
|
W porządku proponujesz coś innego. Jak rozumiem proponujesz potencjalnej Rodzinie Kowalskich (mąż, żona, dziecko) życie bez kredytu, co znaczy, że zostawisz Im całość zarobków nie ograniczonych podatkiem oraz opłatami ZUS. Aha... tylko moment, biorąc pod uwagę Twój przykład czy nadal mamy potencjalnie bezpłatną edukację i służbę zdrowia (skoro w praktyce nie ma podatków, bo kto je płaci dzieci i emeryci?)

Policzmy ile lat Będą musieli odkładać, żeby stać Ich było w końcu na zakup mieszkania dwu pokojowego za 170 tys. zł na rynku wtórnym (dobra zejdźmy do 150 tys. zakładając, że rzeczywiście ceny spadają)

Czy po tym czasie Będą jeszcze, że się tak brzydko wyrażę, w "wieku produkcyjnym" (bo do ciułania potrzebują dwu etatów - Kowalskiego i Kowalskiej, przy dwójce, trójce dzieci to już mało realne)

Ahh jeszcze o jednym, a bardzo istotnym, bym zapomniał... co po drodze (zanim "doczłapią" czyt. uciułają na to własne mieszkanie)

Wynajem

Przecież to też kosztuje!!
P.S. Przepraszam jeśli źle zrozumiałem, ale protestujesz przeciwko dofinansowaniu kredytów przez państwo. Przecież w ten sposób kredyt stanie się zbyt drogi dla Kowalskich. Wydaje mi się także, że mylisz się co do deweloperów. Zawsze miast sprzedaży mogą iść w wynajem i poczekać na zmianę koniunktury. Zresztą co z Kowalskimi

Mają pod mostem czekać w oczekiwaniu na zejście z ceny i do jakiego pułapu oczekujesz tej redukcji
Worcester napisał(a):

|
[...] Dzieli Polaków swoimi działaniami politycznymi. Jednak chyba słowo "dzieli" nie jest odpowiednie. Odpycha od siebie wszystkich, którzy krążą wokół centrum. Ten wspominany przez Dmowskiego "żywioł".[...]
|
Rozumiem, że sam Dmowski nie dzielił (vel nie odpychał)

Prawda jest taka, że jeśli się chce to każdemu można jakąś łatkę przyczepić. Dmowskiemu przyklejano łatkę antysemity, a Kaczyńskiemu... Kaczyńskiemu przyklejają wiele łatek jednocześnie. Tak, że czasami się gubią tak jak np. AS82, który raz rzuca wobec Niego inwektywami opierając swoje zarzuty, że nie ma prawa jazdy i karty kredytowej. Co nie przeszkadza mu innym razem zarzucać Kaczyńskiemu rzekomych przekrętów na "Telegrafie" podkreślając przy tym jak to się na nich wzbogacił, że w latach 90-tych rozbijał się wypasionymi limuzynami.
Worcester napisał(a):

|
[...] Ludzi, którzy nie wiedzą jak mają zagłosować, są w tym wszystkim zagubieni. Odnoszę wrażenie, że środowisko PiS w jakimś sensie świadomie/nieświadomie gardzi nimi. Samo słowo leminng. Rozumiem, że zostało wprowadzone w odpowiedzi na "moher". Jednak spójrz nawet na ten temat. Każdy kto ma wątpliwości wobec działań PiSu przez pana Drozda nazywany jest "lemingiem". Byłem na spotkaniu z Rafałem Ziemkiewiczem w Ignatianium. Szeroko opisał ten problem. Swego rodzaju brak umiejętności wyciągnięcia ręki do tego "leminga". Pokazania mu, że jego niewiedza nie jest powodem do gardzenia nim. Takich ludzi trzeba ciągnąć za sobą. Natomiast JK po opublikowaniu artykułu Gmyza w "RZ" o trotylu nie czeka na reakcję prokuratury, innych polityków, tylko wychodzi na konferencję o 12 w południe i głosi tezę o morderstwie. Na Boga! Czy tak postępuje polityk, który nie chce dzielić? Pomijam fakt czy tak uważa. To jest polityka i ma trzymać język za zębami i być wyrachowanym. Jeśli nie potrafi tego zrobić niech odejdzie, bo marnuje miliony głosów, topiąc razem ze swoją karierą, partią - również Polskę. Czy w ogóle tak postępuje polityk poważny? Polityka to rodzaj wojny, a do tej aby wygrać wchodzi się jako ostatni. On wtedy o tym zapomniał. [...]
|
W kwestii "leminga" się nie zgodzimy. Jako chrześcijaninowi wstyd mi, że to napiszę, ale czasem trzeba odpłacić "pięknym za nadobne". Nie można zawsze nadstawiać drugiego policzka. Przynajmniej w polityce.
Zresztą w tych zarzutach zauważam pewien brak konsekwencji z Twojej strony. Z jednej zarzucasz Kaczyńskiemu brak wyrachowania (po publikacji "Rzepy") z drugiej nawołujesz o takie "wyrachowanie" w sensie nie formułowania kontr-stereotypu. Zresztą mam wrażenie, że identyfikujesz całe środowisko PiS-owskie z Kaczyńskim. Błędnie. Termin "leming" z tego co pamiętam ukuł socjolog prof. Andrzej Zybertowicz (wykładowca UMK w Toruniu). Czy słyszałeś ten termin bodaj choć raz wypowiedziany przez Kaczyńskiego. Ja nie.
Zgodzę się z Tobą w kwestii tego, że Kaczyńskiemu brak jest politycznego wyrachowania. (wiel)Błąd z konferencji po publikacji "Rzepy" (z drugiej strony w tej katastrofie zginął Jego Brat, Prezydent RP, wielu Jego Przyjaciół, a jak wygląda śledztwo po tej katastrofie sam widzisz), powtarzany był częstokroć wcześniej (jak z fragmentem odnośnie Anieli), więc można się było tego spodziewać. Natomiast to chyba tylko u nas jest możliwe, aby po sytuacji kiedy gazeta publikuje taką sensacyjną (a zarazem prawdziwą) informację, że na wraku samolotu stwierdzono ślady trotylu, po czym następuje konferencja prokuratury, która temu zaprzecza, po czym po kilku dniach jednak przyznaje, iż rzeczywiście detektory stwierdziły ślady trotylu (w międzyczasie dochodzi wręcz do rewolucji w mediach - po zwolnieniach dziennikarzy) -> nadal jedynym winowajcą jest Kaczyński i Jego konferencja.
Worcester napisał(a):

|
[...] Mam tez zarzut do całego środowiska PiS. Propagowanie lizusostwa i politycznej mierności pokroju Błaszczaka i Hoffmana. Takie miernoty są twarzami PiSu w mediach Dlaczego nie Wipler, Duda, Terlecki? [...]
|
W kwestii Błaszczaka i Hoffmana widzę, że mamy dość zbieżne poglądy, aczkolwiek nie zgodzę się co do Wiplera. Gość naprawdę często pokazuje się w mediach. Podobnie Duda, może trochę mniej Terlecki. A gdzie Szałamacha, Kamiński i Szczerski


P.S. Też mi tak przyszło na myśl cobyś się sam może zastanowił... skoro nie oglądasz TV, ani nie słuchasz radia (jako rzeczesz), zapewne także i gazet nie czytasz (szczęśliwy Człeku)... skąd zatem wiesz, które "miernoty są twarzami PiSu w mediach"

Też z internetu, portali prawicowych i książek

Przecież to mogą być subiektywne stwierdzenia autorów...
Worcester napisał(a):

|
[...] Przeczytaj post Arapaho, w którym określa PiS tak:"Owszem można marzyć o szklanych domach ale życie jest o wiele bardziej brutalne. Na dzisiaj zdolna do tego jest jedna partia i każdy kto chce zmian gruntownych w charakterze państwa jest -jakkolwiek by to nie zabrzmiało-zobowiązany do jej popierania." PiS gubi się na myśleniu o sobie w kategoriach jedynych zdolnych do obalenia rządu Tuska. Nawet jeśl tak byłoby (i jest) to prowadzi to do minimalizmu. Braku realnych działań mających na celu przyciągnięcia niezdecydowanych do siebie. Obrazowo opisał to RAZ:" Kaczyński już dawno przestał być politycznym liderem, od którego oczekuje się skuteczności i którego rozlicza się z efektów. Dla Polaków skupiających się przy biegunie patriotycznym stał się człowiekiem symbolem. Domniemanym mesjaszem, który cierpi za nas, jest atakowany i poniżany, bo jest taki jak my, bo uosabia to, co dla nas najdroższe i co w nas najlepsze. Polskie życie publiczne zawsze opierało sie na emocjach, sytuacja postkolonialnego rozdarcia sprzyjała ich zaostrzeniu, ale po Tragedii Smoleńskiej uległy one już takiemu nasileniu, że na długi czas sytuacja stała się całkiem niereformalna".
|
Z tego co rozumiem Arapaho chciał Ci powiedzieć po prostu tyle, że nie ma sensu ponownie dzielić się na prawicy, jak w latach 90-tych na kilkadziesiąt partyjek niezgodnych do współpracy ze sobą. Kaczyńskiemu udało się jedno, co nie powiodło się wielu wcześniej do tego dążących. Zjednoczenie prawicy. Niestety sam wychodzi z założenia, że to zjednoczenie nastąpiło wokół Jego osoby i że On jest tego gwarantem. Stąd pewnie taka niechęć do wszelkich zmian. Zresztą po wielu woltach osób związanych z Kaczyńskim i PiS-em część elektoratu rzeczywiście chyba ufa już tylko jemu osobiście. O widzisz, mój osobisty zarzut wobec Kaczyńskiego to kiepski dobór ludzi i współpraca z takimi jak Kaczmarek, Netzel, Kornatowski, Marcinkiewicz, M. Kamiński (ten łysy, "smukły inaczej"), Libicki i wielu, wielu innych. Cóż, ale sami w życiu czasami też źle wybieramy. Jak to mówią "prawdziwych Przyjaciół poznaje się w biedzie".
Wracając do sedna Twojego cytatu z Arapaho, wychodzi On z założenia (ja zresztą także), że zamiast tworzyć ponowie podziały i x partii na prawej stronie, trzeba próbować zmieniać ją od środka (choć widzę, że mamy jednak trochę odmienne poglądy na ekonomię - gdzie przyznaję nie jestem specjalistą). Czego i Tobie życzę, bo widzę, że z inteligentnym Człekiem mam do czynienia.
Z góry przepraszam, jeśli na Twój kolejny post szybko nie odpowiem, ale cholerny brak czasu...