sambo napisał(a):

... I gdy już wszystko jest na dobrej drodze, Kaczor sie zwykle ośmiesza. Powoduje, że ynteligencja jednak robi uff -moja decyzja jest prawidłowa.
Gra się tak jak przeciwnik pozwala i wybacz ale wstawki z Merkel czy z internowaniem Jarosław mógł sobie darować. Dziwnym trafem popularność PIS jest odwrotnie proporcjonalna do występowania Jrosława w mediach., Im mniej Jarosława tym PIS jest bardziej pooularne - nie zastanawia Cię to?
|
Powtórze jeszcze raz: to nie jest tak że JK się ośmiesza, tylko tak że mając tak gigantyczną przewagę w mediach elektronicznych, rządzący są w stanie zrobić "aferę" ze wszystkiego. Aby uniknąć, jak mówisz, "wstawek", JK musiał by przestać udzielać się publicznie. Inaczej można wyprodukować "event" ze wszystkiego. Zupełnie też nie zgadzam się z Twoją opinią że darowanie sobie" wstawki z Merkel czy internowaniem" zmieniłoby cokolwiek. To znaczy oczywiście że JK mógł o tym nie pisać, ale nie łudź się nawet że wtedy nie było by "wyprodukowanej" innej afery. Powiedzmy z: telefonem od JK zachęcającycm śp prezydenta do lądowania w Smoleńsku (podobno to właśnie było przygotowne gdyby nie wypaliła "sprawa Merkel") tudzież np: lojalką podpisaną przez JK. Myślę że zamiast denerwować się i obwiniać za te wpadki JK, trzeba się na to zwyczajnie uodpornić i pogodzić z tym że tak długo jak postkomnistyczna oligarchia będzie trzymać media, tak długo takie historie będą się zdarzać. I żadna prewencyjna kontrolą wywiadów nie ochroni Cię przed takimi atakami. Jeśli będzie potrzeba to zawsze coś "stworzą", a potem zostaje już tylko powtóżenie tego ze sto razy w publikatorach i, niezależnie od tego jaka to głupota, leming przyjmie to za sprawę udowodnioną.
Nie zgodzę sie też zupełnie ze stwierdzeniem że popularność PiS jest odwrotnie proporcjonalna do wystąpień JK. Powtórzę jeszcze raz: wzrost notowań PiS w ostatnich miesiącach wynikał przede wszystkim z krótkotrwałego "przestawienia wajchy" w mediach. Buldogi walczyły pod dywanem a do nas dotarło to w postaci odprysków np: afery AG czy prezentacji dyskusji ekonomicznej PiS (zresztą zaskakująco ciekawej, w trakacie której JK naprawdę pokazał się z bardzo dobrej strony). Reakcja elektoratu okazała się być błyskawiczna. Tusk swoją lekcje dostał i w momencie gdy przypomniano mu w czyich rękach leży jego los, media mogły wrócić do swoich "normalnych obowiązków". I tak w atmosferze drwin i szyderstw przeszły historie takie jak: TNT na wraku samolotu, wywalenie przez dłużnika skarbu państwa redakcji Rz i URz, prowokacja rządzących z Brunobomberem, propozycja ustawy o "mowie nienawiści" itp, itd. Gdyby choć do jednej z nich przyłożono ciężar taki jak do afery AG notowania PO spadły by do 20%. Tyle tylko że, tak jak pisałem wcześniej, lekcja została odrobiona i należało się skoncentrować na krytykowaniu JK za cokolwiek: a to że chce dać Niemcom w Polsce takie same prawa jakie mają Polacy w Niemczech, a to za to że żartuje sam z siebie za brak internowania. Ale gdyby nie te historie to oczywiście znalazłoby się coś zupełnie innego. Ilość ataków na JK nie jest funkcją jego wywiadów, ale funkcją "zapotrzebowania" zgłaszanego przez rządzących na dyskredytację jego osoby.