Wyświetl pojedynczy post
yarow
Senior Member
 
Od: 06.2005

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#20317
Stary 13.12.2012, 18:24
Sorry, bo już nie pamiętam czy wrzucałem tu rozważania fot. filmu "Pod Prąd".
Emisji po 3 ponad latach od wyprodukowania. Czyli, realnie patrząc, po odbyciu przez ten film karencji cenzorskiej.

Jeśli nie, to wrzucam wcześniejsze polemiki Autora filmu z antagonistami.

Są tam niewygodne dla niektórych sceny m.in. tych osób, które brały udział w Magdalence i Okrągłym Stole oraz tych, które wtedy gdy trwały rozmowy, siedziały w więzieniu [Moczulski]. I to co mówili. Na przykład o tych co siedzą i lepiej, żeby siedzieli ... Jest o tym, że nikt się o więźniów kapeenowców nie upominał [oprócz jednego razu, gdzie zainterweniował przed śmiercią Kard. Wyszyński].

Przypomnę, że ludzie z KPN nie byli skazywani na mocy przepisów o "internowaniu" ale w na mocy Kodeksu karnego, gdzie oczekiwali wyroki od kilku lat do kary śmierci włącznie. Za mityczną, "próbę obalenia ustroju socjalistycznego siłą".

Są tam niewygodne wypowiedzi np. Szeremietiewa o sposobie podchodzenia do KPN przez Rząd Olszewskiego przed tzw. "nocą teczek". Szeremietiew to były antagonista Moczulskiego z KPN a i członek Rządu Olszewskiego. Czyli jest kwestia domniemanej agentury Moczulskiego oraz jego dziesięcioletni wyrok w najcięższych więzieniach [m.in. w Barczewie].

Jest tam atak na propozycję Ustawy o Restytucji Niepodległości [w tym lustracji] zaproponowanej przez KPN. Nikt nie poparł. Natomiast są tam ataki na nią dzisiejszych niepodległościowców uznających ją [ten projekt Ustawy] za szkodliwą. Nie dlatego bynajmniej, że Polska nie była jeszcze krajem suwerennym . Uzasadnienia są inne.


I znamienne, że ten film "nie przeszedł" w telewizji gdy w KRRIT rządziło SLD i ... PiS.

Oto co mówi twórca w jednym z wywiadów w 2010 r. Wywiad we Frondzie (link już nieaktywny; http://www.fronda.pl/news/czytaj/gaw...st_niewygodny_...)


Cytat
"Wiem, że czas na ten film jest zły.

Dlaczego?

Film jest niewygodny dla obu członów medialnej koalicji. O ile jednak czerwoni są przyzwyczajeni do wyciągania trupów z ich szaf, to znacznie gwałtowniej reagują ich obecni sojusznicy. W efekcie muszę odpierać wściekłe ataki ze strony zwolenników IV RP, głównie z kręgu ludzi związanych z Antonim Macierewiczem.

A mniej enigmatycznie?

Na pierwszym pokazie filmu w Warszawie zostałem wręcz obrzucony wyzwiskami przez historyka Piotra Gontarczyka. I co ciekawe, nie odnosił się prawie do kwestii merytorycznych zawartych w filmie.
A dla mnie to naturalne, że przedstawiłem wizję najnowszej historii ze strony KPN-owskiej. Bo o tym jest ten film. Od czerwca 1992 roku minęło prawie 20 lat. Myślałem, że można na te tematy rozmawiać spokojnie.

A co Pana zdaniem przeszkadza w rozmowie?

Okazało się, że nie można spokojnie mówić o micie założycielskim tego obozu politycznego, który potem tworzył PiS. Rząd Olszewskiego jest mitologizowany. Jednak, gdy zaczyna się mówić o tych mitach, to druga strona traktuje to jako najcięższą obrazę, szarganie świętości. Ponadto recenzenci często skupiają się głównie na 4 czerwca i Leszku Moczulskim. Podczas, gdy 4 czerwca w historii KPN to epizod.

Ale Moczulskiego nie można chyba nazwać epizodem.

Leszek Moczulski to wielka postać współczesnej historii. To facet, który głośno, jawnie dopominał się o wolną i niepodległą Polskę, i to wtedy, kiedy inni bali się mówić nawet o jakiejś finlandyzacji PRL-u. Przesiedział za to 6 lat po różnych więzieniach, także tak ciężkich jak Barczewo. Zostawił tam sporo zdrowia. To jedyny polski opozycjonista, uciszenia którego żądał Breżniew w rozmowach z władzami PRL.

A co z podejrzeniami wobec niego o współpracę z SB?

Generalnie nie traktuję wyroków Sądu Lustracyjnego jako faktu. Bo gdyby tak było, to należałoby mówić, że niewinni są np. Wałęsa czy Kwaśniewski. Ale gdyby nawet przyjąć, że sąd ma rację i Moczulski do 1977 r. był agentem, to sam sąd nie miał wątpliwości, że po tym roku był represjonowanym działaczem niepodległościowym. Nawet to wystarczyłoby do powiedzenia, że Moczulski dobrze zasłużył się Polsce. Poza tym Sąd Lustracyjny wydał wyrok na podstawie dokumentów sporządzanych przez esbeków i na podstawie ich zeznań obciążających Moczulskiego. Czy ktoś zna drugi taki przypadek, żeby oficerowie SB jak jeden mąż obciążali swojego agenta?

Czytał Pan akta Leszka Moczulskiego?

Znam je bardzo dobrze. I tak dziwnych akt, jak akta TW „Lecha” nigdy jeszcze nie widziałem. Akt, których prowadzenie jest sprzeczne z zasadami obowiązującymi w ówczesnym MSW. Np. kilka notatek z rozmów z TW „Lech” znajduje się w aktach innych osób. Nie ma jednak ich kopii w teczce „Lecha”. To wbrew procedurom. Nie ma tam również nic napisanego ręką Moczulskiego, poza pokwitowaniem wydanym nie wiadomo komu i za co. Teczkę Moczulskiego powinni opracować historycy. To, że do tej pory nikt tego nie zrobił, to też o czymś świadczy.
Jestem głęboko przekonany, że Moczulski na nikogo nie donosił. Nie wiem czy SB traktowała go jako agenta, czy nie. Bo kim jest zgodnie z procedurami SB tajny współpracownik? Ten, który świadomie, z pełnym przekonaniem służył SB i był jej narzędziem. Jestem pewien, że Moczulski takich kryteriów nie spełniał.

Ma Pan jakieś inne dowody na swoje głębokie przekonanie?

Najważniejsze w tych aktach jest jednak to, czego w nich nie ma. A nie ma śladu po niepodległościowej działalności Moczulskiego prowadzonej w tym czasie, w którym rzekomo był „Lechem”. Gdyby był agentem, SB wiedziałby o bardzo wielu rzeczach, o których nie miała pojęcia.
Esbecy odnotowali w aktach, że Moczulski poznał się z Szeremietiewem w 1977 roku, podczas kiedy wiadomo, że wtedy, od 5 już lat obaj prowadzili wspólnie działalność w nurcie niepodległościowym. I co? Agent Moczulski zapomniał przez 5 lat donieść na Szeremietiewa? To się nie trzyma kupy. Poza tym esbecy odnotowują, że niektóre spotkania z TW „Lechem” trwały kilkanaście godzin i były prowadzone przez kilku funkcjonariuszy w komendzie. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby domyślić się, że to zwyczajne przesłuchania.

Założyciel KPN prowadził z SB grę?

Poza wszelką dyskusją Moczulski prowadził z bezpieką grę. Sam o tym wielokrotnie opowiadał. W rozmowie-rzece, którą na początku lat 90-tych przeprowadziliśmy z Moczulskim razem z historykiem Antonim Dudkiem, mówił, że wolał się spotykać z bezpieką w kawiarni, niż być wezwanym lub wziętym z ulicy do Pałacu Mostowskich, gdzie przesłuchiwano go bez świadków.

Czy ceną działalności niepodległościowej była gra z bezpieką?

Kto w tamtych czasach, podobnie jak Moczulski, głośno mówił o Katyniu, o 17 września, o walce o niepodległą Polskę, mógł się liczyć z tym, że przypłaci to głową. Być może założyciel KPN tak myślał, że „dopóki mnie wzywają, spotykają się ze mną, to mnie nie załatwią”? Nie wiem. O tym, że gra z bezpieką nie wychodziła nikomu na dobre wiemy dziś bardzo dobrze, w 2010 roku. Czy Moczulski mógł sobie zdawać z tego sprawę w latach 70.?"


a tutaj, jeden z poglądów na ten film. Ciekawy opis. To głos polemiczny z Maciejem Gawlikowskim. Równie ciekawa polemika w postach pod materiałem. Warto przeczytać komentarze i polemikę Macieja Gawlikowskiego z Internautami:


http://www.blogpress.pl/node/3166

I jeszcze dodam sprawę arcyciekawą. Producent tego filmu/"półkownika, zamieścił właśnie na Facebooku materiał ... szkalujący ich własny film . Po 3 latach przeleżenia na półkach, firma produkująca film rozpoczęła więc kampanię szkalowania własnego produktu . Zastanawiam się, czyj atak chcą wyprzedzić?


http://www.facebook.com/filmopengrou...ment_id=222129
Ostatnio edytowane przez yarow : 13.12.2012 o godz. 18:41.