emj10 napisał(a):

|
Ostatnio nie było rewolucji w Śląsku? Czyżby to nie był ten Śląsk, któremu wymieciono całą linię defensywną za jednym zamachem?
|
Faktycznie - źle się wyraziłem, chodziło mi przede wszystkim o sezon mistrzowski i różnice między tamtą kadrą, a kadrą Tarasiewicza. Przed tym sezonem wymienili tyły, ale wcześniej było u nich raczej stabilnie.
A z tą obroną też nie przesadzajmy, bo Lenczyk na własne życzenie grał wcześniej Pietrasiakiem i Wasilukiem czy Mrazem - nie bójmy się mocnych słów - pierdołami, a nie obrońcami. Ucierpiało zgranie, ale kadrowo jedyny poważny ubytek w defensywie to Celeban, ew. Fojut, o którego takim czy innym odejściu było wiadomo z wyprzedzeniem. Na papierze pozyskali całkiem mocne nazwiska, bo Grodzickiego, Jodłowca i Kowalczyka. Może nie zawodnicy na batalie w Europie, ale wymieniony wcześniej tercet egzotyczny (PWM) jest jeszcze słabszy. Także jeśli idzie o siłę kadry jakiś wielki uszczerbek ich nie dotknął.
Karamazow napisał(a):

|
Panie ekspercie od analizy taktycznej ależ pan pier,dolisz głupoty!
|
Spokojniej.
Karamazow napisał(a):

|
Umiejętność wykorzystania sytuacji 100% to jest fart?
|
Tak, w polskiej lidze to jest fart. Umiejętnością jest coś, co jesteś w stanie powtórzyć i rozciągnąć na większy przedział czasowy. Jak w takich samych sytuacjach najpierw pudłujesz, potem strzelasz, potem na chwilę znowu pudłujesz, potem znowu strzelasz, a potem robisz to w kratkę to jest właśnie fart, a nie umiejętność. Śląsk do mistrzostwa nie dojechał tratując ligowych rywali pod kołami swojego ognistego rydwanu w triumfalnym pochodzie niosąc ogień nowej jakości w polskim futbolu. Śląsk doczłapał do mistrzostwa, bo rywale okazali się mniej fartowni lub - jeśli wolisz taką wersję - jeszcze słabsi.
Śląsk pod wodzą Lenczyka zaliczał mecze fatalne i słabe, w których jego wybieganie, taktyka i stałe fragmenty gry nic nie dawały, bo w sytuacjach identycznych, do tych w których wcześniej zdobywały bramki - te same gwiazdy pudłowały. Jednocześnie Śląsk zaliczał też podobnie słabe mecze, w których jednak udawało się coś wepchnąć i dzięki temu wygrać. Miał też mecze dobre, które wygrywał zasłużenie, ale w przekroju całej pracy Lenczyka z tą drużyną były tylko okresy regularnego punktowania i tylko oderwane momenty faktycznie dobrej gry. Reszta to była młócka, której efektem była loteria. Los sprzyjał Śląskowi i zdobył mistrzostwo.
W poważnych ligach też zdarzają się takie jednosezonowe przebłyski, gdzie mieszanka farta i motywacji wbija przeciętną, toporną drużynę do ligowego topu. Tylko tam można mówić o umiejętnościach, bo już samo występowanie w Premier League czy Primera Division wymusza na piłkarzach posiadanie pewnego poziomu umiejętności. U nas poziom umiejętności w całej lidze pikuje w dół i dotarł do momentu, gdzie w 100% sytuacji bardziej sopodziewam się pudła niż bramki, a przy prostym podaniu bardziej straty niż pociągnięcia akcji dalej. To, że komuś chwilowo coś wychodzi nie oznacza już, że on to umie, bo za chwilę będzie w podobnych sytuacjach seryjnie zawodził. I co? "Odumiał" się przez noc? Nie, po prostu nie posiadał takich umiejętności i tylko mu się farciło.
Karamazow napisał(a):

|
Niemcy dopóki grali jak to Niemcy: konsekwentnie bez wielkiej finezji, ale skutecznie zdobywali tytuły największych imprez regularnie a od kiedy zaczęli ściągać obcokrajowców do kadry i grać efektownie czyli nie jak tradycyjna kadra Niemiec to wyników nie ma.
|
Ja pominę już miejsce urodzenia większości owych "ściągniętych obcokrajowców". Zauważę tylko, że włąsciwie wszyscy piłki uczyli się w niemieckich szkółkach, od niemieckich trenerów, wg niemieckiej filozofii gry. Wyjątkiem Cacau, który faktycznie do Niemiec trafił w wieku lat bodaj 19. Tam zaczynał na niskich szczeblach rozgrywkowych i poprzez swoją dobrą grę dopiero awansował do 1. Bundesligi. Przez blisko 9 lat pracował w Niemczech z niemieckimi trenerami - całego dorosłego, profesjonalnego futbolu ucząc się od Niemców i dopiero wtedy otrzymał obywatelstwo i powołanie.