Może mi ktoś wytłumaczyć o co chodzi z argumentem:
"Dzieci i tak więcej przekleństw usłyszą w szkole"
To znaczy jak zapraszam dzieci do domu to też mam jechać ku chu bo i tak słyszą przekleństwa?
Jeśli jakieś środowisko, źle wpływa na dzieci to już hulaj dusza piekła nie ma?
Mnie zawsze uczono, że moje zachowanie świadczy o mojej kulturze.
Ja rozumiem stadion to nie jest teatr nie raz wymsknie my się soczyste K. Ale chyba jest różnica pomiędzy tym a zaproszeniem dzieci na stadion a potem śpiewaniu raz po raz jaką to starą nierządnicą jest sąsiadka. Albo szczycenie się tym kto kogo zabił.
Co w takim razie powiecie dziecku które zaprosiliście na stadion i ono zapyta:
- Wuja a o co chodzi z tą przyśpiewką. "jeden człowiek to za mało by Wisełkę radowało.
Część ludzi nie pojmuje, że pomiędzy skrajnymi postawami jest jeszcze złoty środek i rozsądek.
Żeby pokazać mojej lubej jak kłamliwy jest obraz kibica w mediach, zabrałem ją na ostatnie derby na R22 możecie sobie wyobrazić jak głupio mi było post factum.
PS: komentarze o TVN i GW proszę sobie darować na stadion chodzę i to nie małym wysiłkiem, a TV nie mam
