lazy napisał(a):

|
Wiesz ciężko w 1 poście opowiedzieć mecz. Ale jak przeciwnik leży na łopatkach, a my zamiast go dobić kładziemy się na murawie i czekamy aż zjedzą nas mrówki to jednak jest frajerstwo.
|
Udało Ci się
lazy napisał(a):

|
Natomiast kuriozalna zmiana na Sobola, spowodowała że zajęliśmy sie już tylko bronieniem wyniku.
|
Właśnie sęk w tym, że nie zajęliśmy się nawet bronieniem wyniku. Jak się broni wyniku, to się nie łapie bramki z kontry w 94 minucie gry przy 4 minutach doliczonego czasu. Po wejściu Sobola przestaliśmy atakować, ale nie zaczęliśmy bronić.
thechris napisał(a):

|
Oglądałem tylko drugą połowę. Tak, gorzej. Z Lechem to Wisła gniotła a teraz Korona gniotła w 9 na 11.
|
Właśnie o to chodzi, że Korona nas nie gniotła. Korona normalnie atakuje 5 zawodnikami, a z nami grała 10 na 11, w pewnym momencie 9 na 11 i chociaż wcale się nie odsłaniała, to my jej pozwalaliśmy podchodzić pod nasze pole karne, albo robić rzuty wolne tam, gdzie chcieli. No i w 9 na 11 potrafili skutecznie utrudniać nam wyprowadzenie piłki pressingiem.
Ale główny zarzut jest o naszą ofensywę, bo jak Korona straciła zawodnika to się zrobiło tyle przestrzeni, że nawet my byliśmy w stanie wjeżdżać między obrońców. To był mecz, w którym Boguski na 30 metrze mógł prowadzić piłkę przez dobre 5 sekund i nikt się nawet w jego kierunku nie pofatygował. Sęk w tym, że my ani się nie broniliśmy, ani nie trzymaliśmy piłki z przodu, ani nie atakowaliśmy. Poza wymienionym Boguskim nikt nawet nie usiłował posyłać otwierających podań. Ja do ciebie, ty do mnie, wciągniemy ich w naszą grę, cholera, zabrali nam piłkę. Tak wyglądała druga połowa.
I jeszcze raz podkreślmy, Korona nawet w 11 była beznadziejna. Od czerwonej kartki to oni się nawet faulować bali. Obejrzyj sobie bramkę Genkowa. Tak jak bronił Golański, tak broniła cała Korona. Tyle ile czasu miał Garguła w środku pola, tyle miała reszta dużyny cały czas. A bramka padła jeszcze przy 11 na 11.