Marszałek napisał(a):

|
W kraju gdzie wychodzą ustawy bez przepisów wykonawczych sprawa z Tu-154 wali w wszystkich politykierów od lewa do prawa. I to jest ich sprawa. Nie nasza. I niech bawią się za swoje a nie nasze pieniądze. Bo jak pokazują powyższe przykłady żadna z wersji wydarzeń nie prowadzi nas do niczego konstruktywnego. Budujmy kraj, w ktorym Prezydent nie będzie latał starym gruchotem a premier nie będzie obiecywał gruszek na wierzbie i straszył kimkolwiek. Dlatego proponuje dystansu więcej do tej sprawy,bo ona nas nie dotyczy. No chyba, że uważace iż razem z szwagrem wysyłalibyście Prezydenta wespół z generalicją jednym samolotem, gruchotem oraz że codzienne działanie tego państwa jest na miarę waszych możliwości i oczekiwań.
|
Święte słowa, nic dodać, nic ująć! Od siebie dodam (niekoniecznie nawiązując do Twojej wypowiedzi), że bardzo żałowałem tego, iż nie powiodło się rozwinięcie partii panu Kowalowi, jak dla mnie to, co jest w tym momencie najbardziej potrzebne Polsce, to
nowa, silna centro-prawicowa partia, taka, która zapewni
normalność. Szkoda, że to czysta utopia...a zresztą sam Kowal to za mało, nie jest to też prawdziwy lider - to raczej człowiek z racjonalną wizją otaczającego go świata.
Teoretycznie PiS jest jakąś ewentualnością, ale obawiam się, że po dojściu do władzy wszystkie siły poszłyby w kierunku udowadniania winy Rosji za katastrofę w Smoleńsku, a Kaczyński nie wygląda na kogoś z chłodną głową, kto z zimną krwią potrafiłby rozgrywać te polityczne, międzynarodowe szachy. Potrzeba nam nie kogoś, kto jest gotów wyskoczyć na podstawie poszlaków z szabelką na czołgi, ale kogoś, kto potrafiłby pływać w realiach polityki zagranicznej, potrafi budować te relacje w odpowiedni sposób, potrafi myśleć strategicznie niczym generał. Niestety, pustki na horyzoncie...
Zakładając utopijnie, że Kaczyński dojdzie do władzy i że katastrofa była zamachem Rosjan, czy jest to osoba, która potrafiłaby zjednać NATO, ONZ do działań przeciwko Rosji? Czy Kaczyński jest osobą, która jest gwarantem budowania pozycji Polski w światowej polityce? Prawda jest taka, że w razie jakiegokolwiek naszego konfliktu skończyłoby się na miesiącach przygotowań i dyskusji innych krajów "gotowych" nam pomóc, publicznych potępień takiego stanu rzeczy, ewentualnie pomocy humanitarnej - nie mamy ropy, nie mamy gazu, nie mamy świetnej gospodarki, czyli nie mamy niczego, czego potrzebowaliby w zamian za pomoc nasi "sojusznicy". W praktyce dołączyliby do ewentualnych działań wtedy, gdy już byłoby na cokolwiek zbyt późno, jak zawsze.
Historia (jak i również aktualna pozycja Polski w świecie) przez stulecia pokazywała, że inne nacje mają nas gdzieś, nie jesteśmy narodem szczególnie lubianym w świecie, nie widać choćby i małych, bratnich narodów, wielokrotnie liczyliśmy na innych i się zawodziliśmy i jeśli ktoś wierzy, że miałoby się to zmienić, to pogratulować. Nie zmienia to jednak faktu, że teraz potrzebujemy przede wszystkim międzynarodowej komisji, która w jakimkolwiek wiarygodnym stopniu mogłaby wyjaśnić przyczyny tej katastrofy i ewentualnie zamknąć temat raz na zawsze.
Niemniej jednak na ten moment potrzebujemy przede wszystkim
normalności, zjednania narodu (a nie zabijania się o wiarę w tego, czy tamtego marnego politykiera), nie możemy być krajem, który wiecznie zjednuje się tylko w razie wojen i katastrof. Potrzebujemy wypracowania choćby konsensusu w ramach religii, tak, żeby i osoby niewierzące zrozumiały, iż państwo bierze z tej religii pozytywne wartości, nie ograniczające w żaden sposób życia publicznego, że kościół to przede wszystkim jego społeczność, w 90% zupełnie normalna, a nie lansowane w mediach oszołomy typu Rydzyka czy Natanka, że państwo nie bawi się zabawy w politykę z episkopatem Polski. To tylko przykład rozumianej przeze mnie normalności.
Ale tak jak mówiłem, utopia...Od politykierów, po media i po prostu społeczeństwo jest to raczej niemożliwe. Przede wszystkim nie ma prawdziwego, centroprawicowego lidera w tym kraju, który byłby w stanie otoczyć się właściwymi ludźmi. Polska cierpi na brak liderów, silnych osobowości, albo takie jednostki są marginalizowane i niedopuszczane do najwyższych szczebli. Nie pozostaję nic innego jak wierzyć w to, że pojawi się jeszcze w naszym kraju drugi Piłsudski, czy Wojtyła, tyle że w realiach zarządzania państwem.