|
Zarówno mohery, lemingi, tutejsi pisowscy forumowicze, czy pokroju Szpena zapominają, że wyborów nie wygrywa się stałym elektoratem, a pospolitym ruszeniem - niezdecydowanymi. Połowa Polaków uprawniona do głosowania nie ma swojej partii (również ja nie mam partii jako partii, którą mógłbym obdarzyć zaufaniem), więc zamiast bawić się w wyciąganie drobnych z kanapowych partii trzeba się skupić na tym, aby zachęcić ludzi do głosowania. Marzy mi się, aby do wyborów poszło 70% obywateli i rozgoniło towarzystwo Tusków, Pawlaków, Millerów, Palikotów, czy Kaczyńskich na cztery wiatry. Marzenie płonne, ale półśrodkiem do tego może być sejm 3-4 partyjny, który może być w końcu realny.
|