Wyświetl pojedynczy post
emj10
Senior Member
 
Od: 05.2006
Skąd: Opoczno/Warszawa

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#19358
Stary 27.09.2012, 23:45
Wydaje mi się, że wyczerpał się w Polsce pierwiastek, który sprawiał, że przez lata znacząca część społeczeństwa (mówię głównie o latach 80-tych) była w stanie poświęcić wiele (włącznie ze swoją karierą i stabilizacją finansową) dla wyższych celów jakimi było życie w suwerennym i wolnym kraju. Połowicznie się to udało, gdyż ten semi suwerenny kraj dostaliśmy, a dodatkowo wraz z dobrobytem, który w trakcie ostatniego dwudziestolecia uśpił znaczącą część społeczeństwa, która weszła teraz w fazę "grillowania" staliśmy się niebywale bierni pod względem aktywności społecznej i politycznej.

Zatem dochodzę do takiego wniosku, że na zryw społeczny wielu milionów ludzi nie ma szans z prostego powodu. Bodźcem, który mógłby być punktem zapalnym do zaistnienia buntu społecznego na przykładzie tego co dzieje się czy to w Grecji, czy w Hiszpanii jest wspólny problem: pozapolityczny i pozazwiązkowy. Protesty nie wg. klucza partyjnego, zakładowego, kibicowskiego, czy wąskiej grupy zainteresowanych wyłącznie mogą wyłącznie osiągnąć skutek, bo nie są w żaden sposób sztucznie zaaranżowane. Dopiero jak yappisy/lemingi z Wilanowa poczują, że pali im się grunt pod nogami to może dojść do takiego buntu. Na to jednak potrzeba lat, a patrząc na to, że sporo jest do nadgonienia do UE-15 pod względem dobrobytu to będą to długie lata.

Problemy tych, którzy nie mają chwilowo potrzeby protestować świetnie zostały ujęte tutaj:
http://spoleczenstwo.newsweek.pl/mia...94493,1,1.html