|
Probierz nie dał ani cienia nadziei, że potrafi cokolwiek z Wisłą osiągnąć. Ani stylu, ani punktów, a jednak część kibiców chciałaby, aby dalej dostawał szansę (aż do usranej śmierci?). Za Maaskanta faktycznie oglądanie większości meczów, to był ból zębów, ale przynajmniej po syfie Karabachowo-Kasperczakowym systematycznie drużyna się podnosiła. Punktem zwrotnym dla Maaskanta (szkoda) był mecz w Białymstoku, gdzie początek był doskonały, a drużyna grała bardzo ofensywnie. Chyba wszyscy chcieliby, by Wisełka w takim stylu grała zawsze. Niestety, punktów z tego wyszło nullo i Robert doszedł do wniosku, że nie opłaca mu się w polskiej lidze tak grać. Wielka szkoda (naprawdę), że nawet kosztem mistrzostwa nie poszedl w tamtym kierunku.Choć też nie widzę Smudy jako następcy Probierza, to jedno trzeba mu przyznać, nigdy w pucharach nie odpadł z klubem niżej notowanym w rankingu od zespołu, który aktualnie prowadził. Wiśle potrzebny jest dobry, doświadczony, a przez to z autorytetem trener, a nie kolejna wersja PMS. Jeśli właściciel nie ma jeszcze serdecznie dość Wisły (a takie krążą pogłoski), to pewnie musi minąć trochę czasu, by po zrażeniu się do trenerskiej opcji zagranicznej, ponownie pomyślął o szturmowaniu LM. Obecnie jesteśmy w fazie odpływu, a czy nastanie przypływ? Wszystko zależy, czy ma jeszcze ambicje, by coś z tym klubem więcej osiągnąć, niż mistrzostwo. Mógłbym tutaj rzucić nazwisko pewnego b.dobrego trenera, który obecnie jest bezrobotny, a którego parokrotnie w poprzednich latach wymieniałem, gdy zastanawialiśmy się przy zmianach trenerskich w Wiśle nad odpowiednimi kandydaturami, ale zdaję sobie sprawę nad niestosownością podobnych rozważań-zwłaszcza w obecnej nieciekawej sytuacji Wisły.
|