Bardzo dawno już nie sięgałem do "Wprost"-u, nawet ich stronę internetową omijałem z daleka. Aczkolwiek obecnie (być może chwilowo) wobec otwartej wojenki m.in. "Wprostu" z Tuskolandem wzmocnionym (lub osłabionym, róznie to można postrzegać) "Długim" vel "Brunatnym"

Romkiem, skusiłem się na zerknięcie i...
ot, takie ciekawostki wychodzą
"[...] Musieliśmy młodego Tuska trochę stopować. O rządzie ojca, otoczeniu premiera, polityce, pracy w „Gazecie Wyborczej”, swej współpracy z P. opowiadał tak ekspresyjnie i tak głośno, że turyści siedzący przy sąsiednim stoliku przecierali oczy ze zdumienia.
Michał mówił dużo i chętnie. Swoje credo wykładał nam w następujący sposób. Oni, czyli ojciec i jego współpracownicy, mają inne podejście do ludzi. To znaczy siedzieć cicho, nic nie mówić i burza jakoś przejdzie. Michał, jak nam tłumaczył, ma w tej materii inne doświadczenia niż "Igorek" [...]
Tusk odpowiadał, że z ojcem jeszcze nie miał okazji rozmawiać twarzą w twarz, bo ten jest na urlopie za granicą, a przez telefon rozmowa o Amber Gold się nie klei. Dlaczego? Bo
ojciec jest wkurzony, podejrzewa, że może być podsłuchiwany i dla bezpieczeństwa dzwoni na telefon żony Michała. [...]
Syn premiera był na tyle otwarty, że chciał nam dać hasła do swojej prywatnej skrzynki mailowej, którą zarejestrował jako Józef Bąk. Uznaliśmy, że to jednak przesada. Za zgodą Tuska i w jego obecności skopiowaliśmy z tej skrzynki wiadomości, które dotyczyły współpracy ze spółkami Marcina P. [...]"
Cóż Michaś mówiąc o sobie, że jest debilem przedstawił chyba trafną diagnozę własnego problemu. Z drugiej strony nie może dziać się dobrze w państwie, w którym premier obawia się, że jest podłuchiwany i musi uciekać się do takich tricków świadczących o tym, że ma coś do ukrycia.
Jeśli ktoś ma dostęp do całego artykułu, byłbym wdzięczny za wrzucenie.