kot napisał(a):

Jak czytam te podsumowania finansowe to zastanawiam się, skąd się wzięły te pochwały dla Bednarza za trzymanie finansów klubowych w ryzach oszczędnościowych, w latach jego poprzedniej pracy w Wiśle od 06.2007 do 09.2009
|
Z niczym nie popartej plotki, która mówiła, że Wisła się sama finansuje (sam w nią wierzyłem). I z jego własnych wypowiedzi.
Jak widać nie do końca zgodnych z cyframi.
Niestety lektura tych cyfr mówi wprost. Nasza gospodarka pomiędzy 2006 a 2009 rokiem to równia pochyła. Klub nie był w żaden sposób przygotowany na straty związane z grą w Sosnowcu. Płace w górę, koszty w górę, sukcesu sportowego w Europie brak. Wilczek najpierw mówił o tym, ze musimy coś ugrać w Europie jak nie mamy stadionu.
Nie ugraliśmy.
Jak dla mnie Levadia, to jest pierwotny klucz do obecnych naszej obecnej sytuacji. Kibice mogli żyć w ułudzie o samofinasowaniu. Piłkarze i Skorża musieli wiedzieć, że grają o życie. Nie swoje a klubu.
A przeszli koło meczu.
Efektem gigantyczna dziura budżetowa w w 2009 roku i jej pochodna w 2010 (ta załatana wyprzedażą obrony).
Niektórym tu się wydawało, że Basałaj przyszedł do uporządkowanego klubu o stabilnych finansach. Przyszedł do trupa, którego usiłował reanimować poprzez ucieczkę do przodu.
Cytat:
|
tórzy jakimś cudem są w stanie przyciągnąć na stadion średnio minimum tak z 18 tysięcy widzów
|
Jak dla mnie drugi klucz niepowodzeń. Te 25 tysięcy co miało chodzić. I nie będę się tu bić w czyjeś piersi (zarządu), bo sam nikogo na stadion nie przyprowadziłem.
Czy to było realne ? W realiach 2010 roku tak. Może nie 25 a 20. Ale Basałaj nie mógł przewidzieć politycznej nagonki na kibiców, naszych wewnętrznych kłótni, kiełbaskowego wyskoku chłopkaka z Suwałk itd.
Teraz frekwencja to klucz do jakiegokolwiek przetrwania.